Taco Hemingway – JARMARK

Potem społeczeństwo jest niemiłe, bo to… łańcuch. 
Banalne ale prawdziwe. Pozbawione wyszukanych metafor pierwsze cztery wersy, stanowią mantrę dla całego albumu. Prostota tych wyrażeń jest o tyle dotkliwa, że te zdania trzeba wypowiadać. Choć mogłoby się zdawać inaczej,  nie są dziś oczywiste. Tak podsumować można przesłanie nowego projektu Taco Hemingwaya.

Oszczędzę sobie przedstawianie postaci Filipa Szcześniaka, gdyż jest to całkowicie zbędne. Jeśli jest w polskim hip-hopie postać rozpoznawalna przez wszystkich, to jest nią Taco Hemingway. To autor zarówno popowych, radiowych hitów, jak i naprawdę ambitnych, a jednocześnie przemyślanych projektów (MarmurTrójkąt Warszawski). Stąd pojawiły się moje wielkie nadzieje wobec albumu JARMARK i wierzcie mi, nie zawiodłem się.

Singiel promujący, POLSKIE TANGO, pokazał czego możemy się spodziewać. Genialna, wielopoziomowa produkcja Lanka, mocne wersy i karykaturalne spojrzenie na obecną sytuację w kraju. Nieprzypadkowa data premiery utworu dodała mu mocy i choć nie stał, i raczej nie stanie się, hymnem rewolucji, to jest swego rodzaju stanowiskiem młodego pokolenia, które wychowało się w przepełnionej paradoksami Polsce.

Nie chodzi o politykę

Album JARMARK to nie jest album polityczny. To album o Polsce, o Polakach, o ludziach, których mijamy każdego dnia na ulicy. To krzywe zwierciadło, pokazujące podział na Polskę A i Polskę B, na Lewaków i Prawaków, na Kościół i LGBT, Patriotów i Emigrantów, Wegan i Mięsożerców. Oś narracji prowadzi trzyczęściowy utwór Łańcuch. Jest to prosta historia pokazująca różne spojrzenia na codzienne sytuacje. Łańcuch, który prowokuje serię nieuprzejmości, a nawet nienawiści, zaczyna się od jednego gestu. Drugą częścią mantry, o której wspomniałem wcześniej, są gorzkie, bezduszne wersy śpiewane przez Artura Rojka: Dla Ciebie coś znaczyć, nie znaczy nic dla mnie.

Warstwa muzyczna albumu JARMARK, doskonale oddaje klimat każdego z utworów. Drillowy POL Smoke, to prosta. lecz pełna treści krytyka gloryfikacji używek zarówno w rapie, jak i ogólnie w społeczeństwie. Nieco stereotypowe flow i bit, sprawiają wrażenie karykatury o przesłaniu odwrotnym od typowego numeru w takim klimacie.

Miłość po polsku

Magiczny 1990s Utopia, w smutny sposób przedstawia różnice pomiędzy postrzeganiem dorosłego życia przez kobiety i mężczyzn. Żona, w rolę której wchodzi fantastyczna Kasia Kowalczyk z duetu Coals, rozmyśla o pięknym ślubie i białej sukni. Mąż zaś marzy o włoskich ciuchach, dziarskim chodzie i boskich rysach twarzy. Wyjątkowość utworu leży w jego konstrukcji, która przypomina grecki dramat. Historia podzielona jest na trzy akty, a kończy się samobójstwem bohaterki. Wątek w smutny sposób obrazuje stereotypowy podział ról w związku, gdzie mężczyzna zajmuje się męskimi sprawami, a kobieta spychana jest do roli pani domu (kury domowej, jak kto woli). Warto wspomnieć przy okazji o genialnym podkładzie autorstwa Pejzażu, znanego z melancholijnych i nostalgicznych brzmień.

Temat miłości, tej fizycznej, Taco podejmuje także na W.N.P, czyli Wychowała Nas Pornografia. To warta wysłuchania lekcja o tym, że powiedzenie życie to nie film odnosi się również do filmów porno. Pozostaje mieć nadzieje, że choć połowie słuchaczy ze skrzywionym wyobrażeniem o seksie, przemówi to do rozsądku.

Na JARMARKU dostaje się każdemu

Na szczególną uwagę zasługuje utwór Influenza. To utwór dedykowany wszystkim pseudo-specjalistom od koronawirusa, lądowania na księżycu, chipowania i 5G. W świecie idealnym, ten kawałek poleciałby w radiu, aby usłyszała go większość społeczeństwa. Kpiny z influencerów okraszone są zabawnymi wersami o sponsoringach i ciuszkach z Fruit of the Loom. Świetny występ gościnny zaliczył również Gruby Mielzky.

Nieco znikąd na liście utworów pojawia się Nie Mam Czasu. O ile sam utwór jest w porządku i bardzo cieszy mnie gościnna zwrotka Catchupa (oby tak dalej!), to nie wiem jak ten utwór ma się do całości albumu. Niezbyt przemawia do mnie również utwór Szczękościsk. Temat korporacji, drogich garniturów w tanich knajpach Taco poruszał już wystarczająco dużo razy i nie wnosi to zupełnie nic do albumu, który dużo lepiej wylądowałby na połączeniu 1990s Utopia i ostatniej części trylogii Łańcuch.

Nowy album Taco Hemingwaya nie jest czerwoną pigułką

Słuchając albumu JARMARK, beznadziejności naszej rzeczywistości nie wyraża obraz rysowany w tekstach. To fakt, że trzeba o nich wspominać jest szczególnie dotkliwy. Taco nie pokazuje nam niczego nowego. Wszystkie obrazy są nam znane, a prawdziwy problem polega na tym, że po prostu do nich przywykliśmy. Czy mowa o księdzu w merolu, mądrym mężu, który bije tak żeby nie było widać, czy codziennej nienawiści w rozmowie z kierowcą Ubera.

Promieniem nadziei jest to, że być może ludzie posiadający wpływ na postrzeganie rzeczywistości przez społeczeństwo (muzycy, influencerzy), za nowy trend uznają dawanie dobrego przykładu.

Warto mieć chociaż nadzieję i pamiętaj, patrz trochę szerzej.


Andrzej Kotkowski
Zdjęcie: mat. promocyjne

Andrzej Kotkowski

Słucham albumów od początku do końca. Lubię wymagającą muzykę, ale na parkiecie wyginam się do radiowych hitów. Post-memy to moje dirty pleasure. Pamiętajcie, że w recenzjach zapisuje moje zdanie, ok?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *