W Manili dziś nie zaśnie nikt. „Trese” – recenzja anime

Nikt nie pytał Alexandry Trese, co chce robić w życiu. Los córki ostatniego lakana jest z góry przesądzony. Na domiar złego urodziła się jako Szóste Dziecko Szóstego Dziecka, a każdy, kto choć trochę zna się na przepowiedniach, wie, że wróży to kłopoty. Na co dzień Alex przemierza ulice Manili, pilnując równowagi między światem ludzi a istot nadprzyrodzonych. Tylko czy jedna dziewczyna powstrzyma Koniec Świata? 

Anime Trese to ekranizacja filipińskiego komiksu napisanego przez Budjette Tana, z ilustracjami Kajo Baldisimo. Seria powstała w roku 2005 i jest kontynuowana do dziś. Postać Alexandry Trese przedstawiono szerszej widowni dopiero za pośrednictwem serialu. Do obejrzenia produkcji może zachęcać fakt, że głosu Alex udzieliła Shay Mitchell – aktorka znana m. in. z seriali You Pretty Little Liars. W ustach strażniczki głęboki tembr brzmi wyjątkowo dobrze, a przy tym idealnie współgra z jej wizerunkiem.  

Młoda Trese to postać z potencjałem, jednak sześć odcinków serialu nie zdołało dostatecznie go rozwinąć. Nie tylko stoi na straży porządku w Manili, ale także jako detektyw pomaga policji w najtrudniejszych, paranormalnych dochodzeniach. Zblazowana, spowita w czerń sprawia wrażenie zaginionej siostry Geralta z Rivii. Jedyne emocje, jakie okazuje, zawarte są w retrospekcjach z lat młodzieńczych, gdy widzimy ją w towarzystwie ojca. Jednak w przeciwieństwie do Wiedźmina, strażniczkę otaczają bliskie osoby. Trudno nie polubić Crispina i Basilia – synów boga wojny Talagbusao. Demoniczni bliźniacy wprowadzają do anime wątki humorystyczne, przy czym nie odstępują szefowej nawet na krok.  

Komiksowa Manila to miasto mroczne i niegościnne, szczególnie po zmroku. Gdy zachodzi słońce, na ulice wychodzą potwory. Twórcy serialu przedstawiają niespopularyzowany dotąd świat legend filipińskich. Tu po raz pierwszy możemy spotkać się z istotami takimi jak tikbalagi, duwende czy aswang. Poznajemy nawet filipińską boginię śmierci Ibu i wyjątkowy koncept przewożenia dusz metrem w zaświaty. Unikalność tematu sprawia, że anime wybija się na tle lipcowych propozycji Netflixa. Dodatkowo, twórcy nie boją się brutalnych scen i rozlewu krwi. W anime zobaczymy momenty szczególnego okrucieństwa, jednak nie z taką dokładnością jak chociażby w Castlevanii 

W tle serialu usłyszymy filipińską ścieżkę dźwiękową, a w openingu można się wręcz zakochać. Utrzymany jest w eleganckiej, czarno-biało-czerwonej estetyce. Przewijające postacie są niczym zarysowane ołówkiem przez samego Baldisimo.  

W sześciu trzydziestominutowych odcinkach nie da się zawrzeć i wyczerpać zbyt wielu wątków. Oglądając serial, mamy wrażenie, że konflikt został dopiero zarysowany. Siła Trese tkwi w unikalnym, mrocznym klimacie animacji, charakterystycznej kresce oraz ciekawych bohaterach z potencjałem. Oglądając końcówkę, można wywnioskować, że to nie koniec przygód Alexandry Trese 

Autor: Kaja Folga

Zdjęcie: YouTube

PS Zainteresowanych filipińskim folklorem zachęcam do zapoznania się z artykułem: https://ph.asiatatler.com/life/trese-quick-guide-on-the-monsters-of-philippine-folklore 

(dostęp: 15.07.2021 r.) 

Kaja Folga

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Czarownica od strony matki. Tropicielka magii na co dzień i grzesznych przyjemności popkultury. Wielbicielka literatury pięknej, szczególnie japońskiej i rosyjskiej. Dla "Nowego" pisze o smaczkach z rzeczywistości, z dystansem, przymrużeniem oka i kotem na kolanach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi