Z godnością u bram Vallhali – recenzja ostatnich odcinków serialu “Wikingowie” (sezon 6B)

Losami Ragnara Lothbroka oraz jego synów żyliśmy od 2013 roku. To była piękna przygoda, w której wraz z bohaterami przeżywaliśmy zwycięstwa, porażki, radości, bóle i śmierć. Wszystko, co piękne, kiedyś się kończy. Tak też musiało się stać z tytułowymi “Wikingami”, którzy mniej lub bardziej wypełnili pisany im los. Zapraszam na recenzję (bez spoilerów) ostatnich odcinków serialu pod tytułem “Wikingowie”.  

Na samym wstępie warto przeznaczyć trochę miejsca dla producenta ów dzieła. Jest nim Michael Hirstktóry na produkcjach o tematyce historycznej przysłowiowo zjadł zęby. Oprócz “Wikingów” był twórcą i producentem bardzo popularnego serialu pod tytułem “Dynastia Tudorów”, dołożył również swoje pięć groszy przy filmie fabularnych reżyserii Jeffa Blecknera – “Jan Paweł II: Nie lękajcie się”. Największą sławę przyniosła mu druga część filmu biograficznego “Elizabeth: Złoty wiek” o rządach Elżbiety I Tudor. Otrzymał za to dwie nominacje do Oskarów.  Od 2013 roku nieprzerwanie pracował przy produkcji “Wikingów”.  

Perypetie wojowników z północnej Europy były powodem do wielu zachwytów krytyków i zwykłych odbiorców, lecz po najeździe na Paryż przez jeszcze wtedy żyjącego Ragnara Lothbroka narracja uległa zmianie o 180 stopni. Piąty sezon zdecydowanie nie przyjął się tak, jak spodziewali się tego producent oraz reżyserowie. Kochany przez wielu serial stał się nagle powodem do wielkiego ognia krytyki i trzeba powiedzieć, że słusznie. Miało się wrażenie, że wątki były ciągnięte na siłę i wiele znaczących postaci straciło swój animusz. Szósta odsłona jednak udowodniła, że historię losów rodziny Ragnara można zakończyć w godny i właściwy sposób. Ostatnie 10 odcinków, które światło dzienne ujrzały na przestrzeni końcówki tamtego i początku tego roku, oficjalnie zakończyły dzieje synów Ragnara. I z pewnością nie było tak źle, jak wszyscy się tego spodziewali.  

Na dużą pochwałę zasługuje poprowadzenie głównych postaci. Synowie Ragnara: UbbeHvitserkBjörn i Ivar wypełnili swoją misję i na zawsze pozostaną zapamiętani jako wielcy wojownicy oraz ludzie, którzy mimo wielu błędów w przeszłości, odnaleźli swoją drogę i starali się spełniać ambicje zmarłego ojca. Największe obawy były co do Hvitserka, który we wcześniejszych odsłonach z powodu utraty swojej wybranki postradał zmysły, uzależnił się od alkoholu oraz innych używek, co doprowadziło do tego, że pod wpływem nieznanych substancji zamordował Lagerthę – największą wojowniczkę w historii północnej Europy i matkę Björna Żelaznookiego. Jednak i on wyszedł na prostą i rozpoczął nowy, nieco zaskakujący etap życia.  

Hvitserk i Ivar

Drugą rzeczą godną uwagi są zdjęcia. Sceneria otaczająca bohaterów w każdym sezonie zasługiwała na najwyższe słowa uznania i tym razem nie mogło być inaczej. Zdjęcia dodawały klimatu i zawsze świetnie uzupełniały się z panującą sytuacją. Żeby zrozumieć fenomen, trzeba to zobaczyć na własne oczy. Nie ma co ukrywać, to absolutny top kinematografii.  

Warto też zwrócić uwagę na sceny bitewne. Reżyserowie i producent w końcu odeszli od mitycznej nieśmiertelności głównych bohaterów, pokazali ich słabości, dzięki czemu doświadczamy namiastkę naturalizmu. Klasycznie, było dużo krwi i odciętych kończyn, ale tym razem odbiorcy nie powinni odczuć obrzydzenia i strachu.  

Ostatnim widocznym i najważniejszym plusem w moim mniemaniu jest kreacja synów Ragnara. Doszliśmy do momentu, gdzie każdy z nich przypomina swojego ojca. To wyjątkowy moment, bo całe życie starali się oni dorównać, bądź nawet przerosnąć osiągnięcia najpopularniejszego wojownika w historii średniowiecznej Skandynawii. To kluczowy, symboliczny motyw, który wzbudza u wielkich fanów tej produkcji wzruszenie i radość.  

UbbeRagnar

Niestety, nie obyło się też bez paru wpadek. Najwidoczniejszą z nich jest motyw Rusi, która miała w planach podbić rodzimą miejscowość Ragnara oraz jego synów – Kattegat. Widać, że w pewnym momencie zabrakło pomysłu na odpowiednie rozwinięcie wątku i niestety zakończył się on w martwym punkcie. A szkoda, bo miał ogromny potencjał.  

Kolejną sprawą jest rozwiązanie kwestii tronu w Kattegat. Była masa odpowiednich i szanowanych wojowników, by znów wyprowadzić miasteczko na piedestał, a otrzymaliśmy osobę, która nigdy nie miała dużego wpływu na losy historii. Rozczarowująco dziwny wybór.  

Mimo krytyki fani rozpaczają, że serial dobiegł już końca. Te siedem lat dostarczyło nam wielkich emocji, niespodziewanych zawrotów akcji i przede wszystkim ukazało, że Wikingowie oprócz niesamowitych umiejętności w wojaczce, mieli wielkie ambicje oraz przemyślenia, które są aktualne po dziś dzień. Tracimy wspaniała historia, ale została ona zakończona w odpowiednim momencie. Dla wygłodniałych dobra wieść – jeszcze w tym roku powinniśmy otrzymać “Vikings: Vallhala”, gdzie poznamy losy wybitnego wodza Haralda Hardrady oraz innych.  

Wszystkie odcinki “Wikingów” możecie obejrzeć na platformie streamingowej Netflix. 


Autor: Marek Wadas

Zdjęcia: INSTAGRAM

Marek Wadas

Urodziłem się w roku, gdy w Indiach po raz pierwszy licznik ludności przekroczył miliard. Od najmłodszych lat jestem związany ze Skandynawią i kocham wszystko, co z nią związane. Prócz tego lubuję się w sporcie, historii nowożytnej i kolekcjonowaniu książek. Tutaj skrobię głównie o piłce nożnej, ale również o muzyce, sztuce i o tym, co danego tygodnia pochłonie mą głowę. Skål!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *