Tajemnica zgonujących śmietników

Dziesiątki problemów, z jakimi się na co dzień mierzymy, znieczulają nas na obraz wdzierającej się do naszych głów rzeczywistości. Warto więc przystanąć, oderwać wzrok od telefonu i poszukać czegoś, co nie zgadza się z naszą wizją świata. Oto opowieść o jednej z takich rzeczy – wrocławskich śmietnikach.   

Czekając na taksówkę, Kamil wyciągnął z kieszeni kurtki papierosa. Odpalając go skierował wzrok na pas zieleni zajmujący przestrzeń pomiędzy blokami i spytał:

– Czemu te śmietniki tak leżą?
– A kto to wie? Może zgonują po jakiejś grubej imprezie? – odparłem sarkastycznie.

Rzeczywiście, od ponad tygodnia mijam leżące na boku śmietniki, a refleksja nad tym, czemu tak właściwie ma to służyć, przyszła dopiero po pytaniu kolegi. Całe dnie mijałem je, w myślach zrzucając winę na podchmieloną dzieciarnię, która z braku innej rozrywki postanowiła coś zniszczyć. Plastikowe kontenery przy moim bloku nie były jedynymi ofiarami tej zbrodni. W drodze do osiedlowego sklepu mijałem jeszcze trzy inne miejsca, w których sytuacja była podobna: smutno zwisające ku horyzontowi kółka oraz przypominająca paszczę potwora, gryząca glebę klapa śmietnika.

– Wie pani może, kto poprzewracał te śmietniki? – pytam sąsiadki, emerytki chodzącej o kulach.

– Czytałam chyba ostatnio w gazecie, że mają je wymieniać, ale nie pamiętam już dokładnie – odparła starsza pani i bez pożegnania pokuśtykała w stronę klatki.

Wchodząc do bloku spotykam jeszcze sąsiada, starszego dżentelmena mieszkającego na trzecim piętrze, któremu czasem pomagam wnosić zakupy. Widuję go wieczorami, gdy kręci się przy śmietnikach w poszukiwaniu puszek. Z uwagi na wątłe ramiona, raczej nie zdołałby ich powywracać, szczególnie na całym osiedlu – odhaczam go z listy podejrzanych i zadaję to samo pytanie, co sąsiadce.

– Chyba wymieniać będą – mówi, jakby poirytowany tym, że zawracam mu głowę pierdołami.

Mając jedynie wskazówkę starszej pani, postanawiam przetrząsnąć lokalną prasę z kilku ostatnich tygodni. Nie znajduję tam satysfakcjonującej mnie odpowiedzi. Jedyną poszlaką jest artykuł z maja ubiegłego roku, opisujący podobną sytuację, kiedy to rzeczywiście, po zmianie firmy wykonującej usługę wywożenia śmieci, zmieniano również plastikowe kontenery. Zastanawiająca jest informacja, że kierownictwo obu przedsiębiorstw (starego i nowego) zaprzecza, iż przewracanie pojemników na odpady jest dziełem ich pracowników. Sam fakt ich przewrócenia, jedna z nich ocenia jako „wątpliwe etycznie niszczenie jej własności”. Czyżby więc firmy wywozowe, chcąc pokazać swoją dominację na danym terenie, poniewierały śmietniki konkurencji? Od razu przypomina mi się „Rodzina Soprano” i przykrywka jej mafijnej działalności.
[Lekki dreszcz niepokoju przebiega mi po plecach.]

Jeszcze tego samego wieczoru, na portalu tuwrocław.com zamieszczony zostaje artykuł opowiadający o kolejnej zmianie firmy wywozowej, konsekwencją czego jest wymiana kontenerów oraz ogólny chaos z tym związany. Fakt, ostatnio mocno wiało i śmieci z przepełnionych pojemników można było dojrzeć nawet na czubkach okolicznych drzew.

 

– Czy tydzień wywróconych śmietników stanie się naszą coroczną tradycją? – myślę z przekąsem, mijając kolejne pobojowisko.

W domu

Biorę telefon do ręki i dzwonię do spółdzielni mieszkaniowej „Wojewodzianka”.  Miła pani z administracji wyczerpująco opisuje problem, dając mi jednoznacznie do zrozumienia, że nie jest to wina spółdzielni, a poprzedniej firmy wywozowej, która po zmianie wykonawcy miała zabrać swoje kontenery. Jednak z uwagi na to, że ich śmietniki przy wywozie powinny być puste, a stoją w tym samym miejscu co zawsze i mieszkańcy nadal wrzucają do nich śmieci, firma odmawia ich wywozu.

Tłumaczenie przedsiębiorstwa mija się jednak z prawdą, bo wywrócone śmietniki – sprawdzałem- są puste, można je więc zabrać, do czego zobowiązani byli już w pierwszych dniach marca.

Postanawiam wysłuchać argumentów drugiej strony i wykręcam numer do poprzedniego wykonawcy usługi, firmy FB Serwis sp. z. o. o. – jednak nikt nie odbiera. Bezskutecznie wiszę na telefonie, słuchając głuchego sygnału do momentu, aż pieniądze, które mam na karcie, całkiem się nie skończą. Zmotywowany inwestycją, której chcąc nie chcąc dokonałem, nie poddaję się. Próby kontaktu ponawiam niczym nawiedzony stalker, jeszcze przez dwa kolejne dni. Do momentu publikacji tekstu, nie udaje mi się z nimi skontaktować.

Maile bez odpowiedzi

Wywóz pustych kontenerów – wydawać by się mogło – prosta sprawa. Jednak po moim telefonie do biura prasowego Urzędu Miasta Wrocław i pytaniu o śmietniki oraz ich wymianę, zostaję zbyty formułką dotyczącą kontaktu mailowego. Wysyłam więc do nich wiadomość z pytaniem o sytuację panującą na wrocławskich Krzykach. Do momentu publikacji tekstu, nie uzyskałem jednak żadnej odpowiedzi.

Zagadka zgonujących śmietników została jednak rozwiązana. Od dwóch tygodni leżą one wywrócone na okolicznych trawnikach i chodnikach przez chaos spowodowany zmianą firmy wywozowej, swoją brzydotą koląc w oczy co bardziej wrażliwe osoby. Jak zawsze w podobnych sytuacjach, urzędy, spółdzielnie i prywatne firmy żonglują między sobą odpowiedzialnością oraz unikają odpowiedzi na zadawane pytania (bądź z nią zwlekają). Zastanawia mnie jedynie, czy można było uniknąć tego problemu na podstawie doświadczeń związanych z podobną sytuacją, która miała miejsce rok temu?


Autor: Filip Karasiewicz

Zdjęcia: Filip Karasiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *