W domach z betonu

Pijackie spotkania w bramach, dzieciaki w obdartych tenisówkach, pusty wzrok kasjerek w sklepie monopolowym, krzyk telewizorów na klatkach schodowych i dużo, dużo używek – odpowiada Jurek, zapytany o pierwsze skojarzenia z Wrocławiem lat dziewięćdziesiątych.

,,Ulica Miernicza to część Trójkąta Bermudzkiego. Teraz jest inaczej, ale trzydzieści lat temu brzuch bolał, jak się w nocy skądś wracało. Kastet w kieszeni może dodawał odwagi, ale jak się miało metr sześćdziesiąt jak ja, to niewiele człowieka ratowało. Tam można było robić dwie rzeczy – bić albo być bitym. Zresztą nie wiem, może przesadzam, może tylko u mnie tak było. Ja ze złego domu pochodziłem, to może jestem nieobiektywny? No, nie odpowiem”.

Trójkąt Bermudzki, zwany też Trójkątem Wrocławskim, to część Przedmieścia Oławskiego. Granicę stanowią trzy ulice: Traugutta, Kościuszki i Pułaskiego, środek zaś wypełniają czynszowe kamienice, graffiti, brudne bramy wjazdowe i zamknięte lokale. ,,Kiedyś to była melina. Teraz się zmienia, powstają nowe bloki, jest schludnie. Ale był taki napis na jednym z murów, nie wiem, czy na Traugutta czy Pułaskiego, co mówił, że z Trójkąta nie da się wydostać. Zawiera się w tym trochę prawdy, bo ja już od lat tam nie mieszkam, a pewne zwyczaje zostają”.

Pierwszej ,,działki” Jurek spróbował w mieszkaniu na Komuny Paryskiej u starszego o rok kuzyna. Wciągnęli po kresce, siedząc na tapczanie w salonie, resztę chowając do mahoniowej meblościanki. ,,To były czasy, że grunge stawał się u nas popularny. Powoli pojawiały się też pierwsze zespoły tworzące rap. Wszystkim nam się wydawało, że gramy w jakimś teledysku, że schodzimy na dno w sposób kontrolowany. Jak słuchasz takiej muzyki, mieszkając w czynszówce na Mierniczej, to wiadomo, jak w przyszłości skończysz. Po spróbowaniu pierwszego grama dilerka to była w zasadzie formalność”. Jurek pomagał starszym kolegom w dostawach narkotyków, przeważnie amfetaminy, na terenie Przedmieścia Oławskiego. ,,To nie było tak, że w Trójkącie każdy ćpał albo dilował. Ale nie powiem, dużo nas było, szczególnie na tych kilku ulicach. Chociaż reszta miasta też święta nie była, ale o tym niewiele mi wiadomo”.

Jurek w roku 2004 wyprowadził się z Trójkąta na Krzyki, do nowoczesnego bloku z balkonem, roletami elektrycznymi i terenem zielonym dwadzieścia metrów od klatki schodowej. Narkotykami nie handluje, nie musi – pracę znalazł kilka lat po skończeniu szkoły zawodowej, w warsztacie. Na Trójkąt czasem wpadnie z psem, kiedy ma ochotę na dłuższy spacer. Większość ikonicznego graffiti zamalowali już pod koniec lat dziewięćdziesiątych, ale w bramach czynszówek nadal widać mozaiki z butelek po wyborowej, skrzące się jak średniowieczne polichromie – niemi świadkowie dziejów Trójkąta.


Autor: Miriam Olek

Zdjęcie: Instagram

Miriam Olek

Dużo spaceruję po Wrocławiu. Niepotrzebnie mówię obcym ,,dzień dobry". Idąc przez miasto w różowym golfie, z Molchat Doma na słuchawkach, czuję się, jakbym grała w rosyjskim kryminale. Mam złowrogą minę, ale zawsze ustąpię miejsce w tramwaju. Złota baba ze mnie, jednym słowem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *