ROZKOSZNE RÓŻNORODNOŚCI #16 – Gdzie polscy żołnierze ZOOstawili Wojtka, czyli przejdźmy się po ZOO w Edynburgu

Historia Wojtka znana jest chyba każdemu z nas. Miś, który wraz z 22 Kompanią Zaopatrywania Artylerii przeszedł z Iranu aż do Włoch, gdzie pomagał podczas  działań pod Monte Cassino, wrył się na stałe w nasze serca. Dzisiaj jednak nie zamierzam o nim opowiadać. Zamiast tego skupię się na miejscu, w którym nasz futrzasty bohater dożył swoich ostatnich dni. Na ZOO w Edynburgu.

Szczerze mówiąc, nie jestem specjalistką, jeśli chodzi o sytuację ZOO na świecie. Wiem coś niecoś tylko o tych najbardziej znanych albo o tych, które jakimś cudem udało mi się odwiedzić. Dlatego od kiedy mieszkam we Wrocławiu, odwiedzam ZOO tak często, jak tylko się da. W końcu jak mogłabym odpuścić sobie trzecie największe, jeśli chodzi o liczbę gatunków, ZOO na świecie? Chociaż dzisiaj wcale nie będę opowiadać o nim, tylko o tym z Edynburga. Czasem przecież trzeba wyjść poza swoją strefę komfortu i opowiedzieć o czymś nowym. Szczególnie jeśli właśnie się tam było.

Opowieść o ZOO w Edynburgu można by zacząć już w 1913 roku, kiedy to wzgórze Corstophine zostało kupione przez stowarzyszenie Royal Zoological Society of Scotland (RZSS). Pytanie tylko, czy musimy sięgać aż tak daleko. W końcu dla zwiedzającego początki nie zawsze są równie ważne, co stan zwierzyńca na dziś. Dlatego zamiast cofać się w czasie, może spójrzmy na słynne pandy wielkie czy też koale, które właśnie dostały nowy wybieg? Albo jeszcze lepiej? Zerknijmy  w przyszłość, żeby zauważyć żyrafy, które już niedługo mają pojawić się w inwentarzu tegoż ZOO?

Szczerze mówiąc, sama nie wiem, od czego powinnam zacząć, ani na czym skończyć. Może najpierw powiem co nieco o tym, że ZOO w Edynburgu to nie jest tylko ZOO, ale również służy jako placówka badawcza, w której naukowcy sprawdzają, w jaki sposób zachowują się małpy starego świata. Z tego względu znajdują się tam po dwa oddzielone od siebie stada kapucynki czubatej i sajmiri wiewiórczej. Dla laika nie brzmi to jednak specjalnie przekonująco. Jak by nie było – zwiedzający nie są tam dla badań naukowych. Dlatego teraz muszę wspomnieć o innych atrakcjach. I nie, nadal nie  przyszedł czas na pandy. O nich napiszę kiedyś całe Rozkoszne.

W Edynburgu znaleźć możemy aż trzy gatunki pingwinów – białobrewe, skalne oraz królewskie. Te ostatnie to jedne z największych pingwinów na świecie. Co ciekawe jeden z nich został nawet wcielony do armii na zasadzie maskotki. Zdobył rangę starszego szeregowego, którą odziedziczył potem po nim jego syn. Jak widać Wojtek nie był jedynym żołnierzem, dożywającym swoich dni na tym uroczym wzgórzu.

Prawdę powiedziawszy, mogłabym jeszcze opowiedzieć o pewnym niefortunnym roku, podczas którego różne zwierzęta uciekły z klatek aż trzy razy… i tak, chyba to zrobię. Szczególnie, że od tamtego czasu wiele się zmieniło i już od siedmiu lat nie było ani jednego takiego zdarzenia. Dlatego dzisiaj możemy powspominać je z pewną dozą humoru. No, może poza pierwszą sytuacją, która była raczej traumatyczna dla zwiedzających.

Wszystko zaczęło się bowiem w lipcu 2011 roku, kiedy to dżelada brunatna jakimś cudem wydostała się z klatki i popełniła samobójstwo na ogrodzeniu elektrycznym. Mimo że w skutkach była to najbardziej tragiczna ucieczka, była również jedną z tych mniej poważnych w skutkach dla zwiedzających. Owszem, pewnie złamało to serce dzieci, które zmuszone były na to patrzeć, ale ich życie i zdrowie nie były zagrożone. To jednak zmieniło się przy kolejnych wpadkach.

Niecały rok później, bo w maju 2012, ogrodzenie zniszczyło stado  dzikanów rzecznych. Dla osób niewtajemniczonych dzikany to takie ładne, pomarańczowe świnie. Niestety ich uroda nie sprawia, że dwie pary kłów, które mają nie tylko samce, ale również samice, są choć trochę bardziej tępe… Ani też nie zmniejsza ich wagi, wynoszącej od 46 do nawet 130 kg. Dlatego też możecie sobie wyobrazić, jaka panika musiała wybuchnąć, kiedy kilkuset odwiedzających zaczęło przed nimi uciekać. Ci, którzy mieli szczęście schować się w pawilonie małp, opowiadali później, że pracownicy ZOO ganiali za nimi, próbując zagonić zwierzęta z powrotem na wybieg. Potrzebowali godziny, żeby w końcu osiągnąć sukces. Na szczęście nikt nie ucierpiał. Dzikany również.

Kolejna ucieczka była spowodowana sabotażem. Wiewiórka przegryzła pręty klatki ibisa, który dosłownie odleciał w kierunku zachodzącego słońca. Szukano go przez tydzień, aż w końcu zbiega pochwycono na cztery mile od samego ZOO.  Jemu również nic się nie stało.

Ostatnim z serii wypadków była ucieczka sześciusetkilogramowego byka. Ten biegał po ZOO przez czterdzieści minut, zanim udało się go zabrać do zagrody. Tylko dzięki szybkiej ewakuacji zwiedzających nikt nie ucierpiał.

Od tamtego czasu nie było już żadnego przypadku ucieczki zwierzęcia. I dobrze. Dzięki temu spokojnie można zwiedzać to piękne, zalesione ZOO.

ZOO w Edynburgu – tak zalesione są ścieżki, którymi się poruszasz, idąc na sam szczyt.

Autorka: Marta Ziółkowska
Zdjęcia: Marta Ziółkowska, Wikimedia Commons

Marta Ziółkowska

Jestem jedną z redaktorek Nowego Dziennikarstwa oraz autorką powieści pt. Ta druga. Odpowiadam za serię felietonów zatytułowaną „Rozkoszne Różnorodności”, bo… lubię zbierać przypadkowe ciekawostki o ludziach, zwierzętach czy świecie jako takim. Chociaż muszę przyznać, jest coś, co kocham bardziej niż zagłębianie się w pozornie niepotrzebnej wiedzy. Literatura. W każdej formie, niezależnie od gatunku, czy czasu powstania. Jeśli coś ma literki – z przyjemnością to przeczytam. Ta pasja rozszerza się również na pisanie, które towarzyszy mi od czasu, kiedy mając siedem lat naskrobałam na kartce pierwsze dwa wiersze. Potem było już z górki. Opowiadania, eseje, książki… przez lata zapełniłam setki, żeby nie powiedzieć tysiące, stron. I wcale nie zamierzam przestać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi