ROZKOSZNE RÓŻNORODNOŚCI #2 – Naturalnie na betonie

Po raz pierwszy od dawna ludzkość zamiast chodzić po parkach i spotykać się ze znajomymi postanowiła siedzieć w domach. To dobrze. Przynajmniej się nie pozarażamy. Zresztą nie tylko my na tym zyskaliśmy. Bo kiedy wreszcie skończyliśmy nasze prywatne podróże, w turystów zmieniły się… zwierzęta. 

Powiedzmy sobie szczerze, po tygodniu gapienia się w telewizor czy ciągłego ucinania sobie drzemek, większość z nas pewnie już płacze z nudy. Nasze zwierzęta za to, te to są szczęśliwe! Z nieograniczoną ilością pieszczot i nadmierną uwagą nie zostaje im nic, poza skręceniem sobie ogona od ciągłego machania z radości. Bo to naprawdę się wydarzyło. Pierwszą ofiarą tej nowej dla naszych milusińskich sytuacji był pewien jamnik. Pytanie, ile takich przypadków nie zostało zarejestrowanych? Sądząc po wściekłej minie mojej kotki, którą prawie zaprzytulałam na śmierć – to zależy. Jest za to coś, czego mogę być pewna. Zwierzaki zdecydowanie zyskały na tej naszej izolacji.

I nie mówię tu wcale o jakichś udomowionych pieszczoszkach, tylko o tych Niezależnych. Dzikich. W końcu to właśnie one powoli przejmują miasta, wpraszają się na skwerki i jeszcze chwila, a będą wynajmować mieszkania u twojej sąsiadki. W Japonii jelenie sika już robią obchody po mieście i tylko aparatów im brakuje do tego żeby stały się prawdziwymi turystami.  We Włoszech również pojawił się nowy domokrążca. Niektórzy twierdzą, że skupuje siano, a inni obwiniają go o wciśnięcie babci nowiuteńkiego zestawu uzd i siodeł. Jak jest naprawdę  – możemy tylko podejrzewać. Policja twierdzi, że nie zamierza udzielać informacji w tej sprawie. Dlatego koń pozostaje na wolności.

 

Tak samo zresztą jak puma, która postanowiła odwiedzić stolicę Chile. Dokąd udała się później, czy podobało jej się Santiago, a może stwierdziła, że ta wycieczka była nie warta zachodu…?  Naszej redakcji nie udało się tego ustalić. Mamy jednak nadzieję , że skoro bilety lotnicze są tak tanie, a zwierzęta wirusa nie roznoszą, to odwiedzi również i nas.

Żartowałam. Myślę, że wystarczą nam nasze rodzime dziki, które pomału zbliżają się do miast. Albo ta kuna, co ją dzisiaj widziałam za oknem w centrum Zgorzelca. Jak widać, natura dość szybko odzyskuje, co do niej należy. Nawet beton.

Liczmy się więc z tym, ze już niedługo pod naszymi oknami pojawi się armia, z którą nie będziemy mogli walczyć. Bo na tę chmarę komarów to nie jesteśmy przygotowani…


Autorka: Marta Ziółkowska

Zdjęcia: Twitter, Pixabay

Marta Ziółkowska

Jestem jedną z redaktorek Nowego Dziennikarstwa oraz autorką powieści pt. Ta druga. Odpowiadam za serię felietonów zatytułowaną „Rozkoszne Różnorodności”, bo… lubię zbierać przypadkowe ciekawostki o ludziach, zwierzętach czy świecie jako takim. Chociaż muszę przyznać, jest coś, co kocham bardziej niż zagłębianie się w pozornie niepotrzebnej wiedzy. Literatura. W każdej formie, niezależnie od gatunku, czy czasu powstania. Jeśli coś ma literki – z przyjemnością to przeczytam. Ta pasja rozszerza się również na pisanie, które towarzyszy mi od czasu, kiedy mając siedem lat naskrobałam na kartce pierwsze dwa wiersze. Potem było już z górki. Opowiadania, eseje, książki… przez lata zapełniłam setki, żeby nie powiedzieć tysiące, stron. I wcale nie zamierzam przestać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi