ROZKOSZNE RÓŻNORODNOŚCI #3 – Pierwsi „Koronialsi”

Ostatnio wielu z nas podporządkowało całe swoje życie siedzeniu w domu.  Nie wiem jak inni, ale ja powoli zaczynam się nudzić. Nawet szukanie materiału dla kolejnego „odcinka” Rozkosznych Różnorodności nie dało mi zwyczajowej energii… I kiedy już straciłam nadzieję na jakąkolwiek wenę, pojawiły się ONE. Pierwsi „koronialsi”.

Wszystko zaczęło się od pozornie nieprawdziwego post na Facebooku. W końcu kto wierzy w informacje podane na memie i to na dodatek opublikowanym przez jakiegoś fanpage’a, z którego zasadniczo miało się wyjść, ale jakoś się zapomniało. Chyba nikt. Ja również zwykle ignoruję takie rzeczy, ale tym razem podana tam informacja zdecydowanie przykuła moją uwagę. Ponoć na jakiejś plaży wykluło się sto żółwików zagrożonego gatunku. Hmmm. Ciekawe. Niestety osoba, która umieściła to na stronie nie podała źródła. Zostałam więc z kilkoma pytaniami, na które po prostu musiałam znaleźć odpowiedzi.

Dlatego jak pies myśliwski podążyłam tropem tych skorupiastych gadów. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że nie będę musiała długo węszyć, bo to wszystko to… prawda.  O ile w tym memie chodziło o żółwie szylkretowe, lęgnące się na wybrzeżach Brazylii. Kogo ja tu oszukuję. Oczywiście, że to o nie chodziło.

 

W każdym razie, maluchów wykluło się równo dziewięćdziesiąt siedem. Każdy z nich miał około pięciu centymetrów długości i, o mały włos,  ich wyklucie obyłoby się zupełnie bez echa, bo plaża została zamknięta z powodu pandemii. Dla żółwi to dobrze, bo zwykle poza mewami, zagrażają im również ludzie, którzy z telefonami zamiast broni, polują na zdjęcia.  Nie bez powodu użyłam takiego sformułowania. Dla malucha taka sesja, szczególnie ta poprzedzona wzięciem na ręce, jest niebezpieczna. W taki sposób można je bowiem łatwo zmęczyć, a one mają przed sobą bardzo długą drogę. Najpierw do wody a potem w siną dal.

Żółwie szylkretowe mają bowiem dość trudne życia. Najpierw muszą unikać mew (i ludzi), potem wbiegają w fale i… znikają z radaru. Nadal nie wiemy bowiem, co one w tej wodzie robią. Pewnie pływają. Ale dokąd? Może zarządzają Atlantydą? Albo przyjaźnią się z syrenkami? Albo w ogóle teleportują się do innego wymiaru i wracają dopiero, jak nauczą się używać różdżki w Szkole Magii i Czarodziejstwa dla Żółwi? Kto wie. Co więcej, o tym jak szybko rosną, również możemy tylko spekulować. Na ten moment uważa się, że dorosłość osiągają po około trzydziestu latach. Mają wtedy około 1,3 metra i ważą osiemdziesiąt kilogramów.

Takie „maleństwo” może żyć nawet pięćdziesiąt lat, o ile po drodze nie zje go mewa, krab, pies, czy… człowiek. Albo jeśli nikt nie przerobi ich skorupy na ozdobę. Dlatego trzymajmy kciuki za naszych „koronialsów”. Niech im się dobrze wiedzie, żeby za kilkadziesiąt lat wróciły na tę samą plażę i zostawiły pod warstwą piasku jaja, w których spoczywać będzie następne pokolenie. I kto wie, może jeszcze o nich usłyszymy?


Autorka: Marta Ziółkowska
Źródło zdjęć: Wikimedia Commons

Marta Ziółkowska

Jestem jedną z redaktorek Nowego Dziennikarstwa oraz autorką powieści pt. Ta druga. Odpowiadam za serię felietonów zatytułowaną „Rozkoszne Różnorodności”, bo… lubię zbierać przypadkowe ciekawostki o ludziach, zwierzętach czy świecie jako takim. Chociaż muszę przyznać, jest coś, co kocham bardziej niż zagłębianie się w pozornie niepotrzebnej wiedzy. Literatura. W każdej formie, niezależnie od gatunku, czy czasu powstania. Jeśli coś ma literki – z przyjemnością to przeczytam. Ta pasja rozszerza się również na pisanie, które towarzyszy mi od czasu, kiedy mając siedem lat naskrobałam na kartce pierwsze dwa wiersze. Potem było już z górki. Opowiadania, eseje, książki… przez lata zapełniłam setki, żeby nie powiedzieć tysiące, stron. I wcale nie zamierzam przestać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi