Czas przełomu?

Maryna Gąsienica – Daniel zakończyła zmagania w sezonie 2020/21 w narciarstwie alpejskim na 14. miejscu w klasyfikacji slalomu giganta. Za polską alpejką życiowy sezon, a apetyty wciąż rosną – za rok IO w Pekinie.

Przed sezonem mało kto stawiał na to, że 27-latka pochodząca z Zakopanego będzie potrafiła nawiązywać walkę z najlepszymi alpejkami i wejść do światowej czołówki. Upór, walka o powrót po ciężkiej kontuzji oraz wiara w sukces zaprowadziły Marynę na wyżyny swoich narciarskich umiejętności. A to wcale nie musi być jej ostatnie słowo.

Przez lata w niebycie

Zawodowe narciarstwo alpejskie w Polsce od wielu lat nie istnieje. Nie ma odpowiedniego szkolenia, pieniędzy, infrastruktury, nie ma profesjonalnego podejścia działaczy. Ostatnie sukcesy w tej dyscyplinie odnosił Andrzej Bachleda-Curuś, który jako pierwszy polski narciarz zdobył medal mistrzostw świata w konkurencjach alpejskich (brąz w 1970r. w Val Gardena w kombinacji alpejskiej i srebro w 1974r. na mistrzostwach świata w Sankt Moritz). Dwukrotnie brał udział w igrzyskach olimpijskich (w Grenoble 1968 oraz w Sapporo 1972).

W latach 80. do światowej czołówki zaliczane były siostry Małgorzata i Dorota Tlałka. Od czasów ich występów, za wyjątkiem Maryny, wyników nie ma. Co więcej, próżno szukać polskich reprezentantów na listach startowych w konkurencjach zaliczanych do Pucharu Świata.

Problem tkwi przede wszystkim w braku ośrodka z prawdziwego zdarzenia, gdzie można byłoby odbywać treningi pod okiem profesjonalistów. W kraju mamy mnóstwo stoków, na których każdej zimy szusują narciarze – turyści. Dla zawodowców Polskie Koleje Linowe udostępniają stoki w Szczawnicy, Zawoi, czy na Kasprowym Wierchu, ale wciąż nie w takim wymiarze i nie na taką skalę jak turystom. Do tego zaniedbania szkoleniowe u podstaw, a konkurencja w tej dyscyplinie jest niebotyczna. Młodzieży brakuje też wzorców pokroju Adama Małysza w skokach, czy Justyny Kowalczyk w biegach.

Niezłomny charakter

Maryna Gąsienica – Daniel w zawodach PŚ zadebiutowała już w 2011r. Jednak pierwsze punkty zdobyła dopiero sześć lat później w Crans-Montana, zajmując 26. pozycję w superkombinacji (polega na jednym przejeździe slalomu i oraz skróconym zjeździe).

Kiedy wydawało się, że ze startu na start Polka będzie osiągać coraz lepsze wyniki, przytrafiła się poważna kontuzja. Podczas zgrupowania w Nowej Zelandii dwa lata temu zakopianka upadła na stoku i doznała złamania kości piszczelowej. Sezon 2019/20 spędziła na rehabilitacji. W powrocie do pełnej sprawności wykazała się ogromną cierpliwością. Już trzy miesiące po operacji odłożyła kule i pracowała nad tym, by jak najszybciej założyć narty. Jej góralski charakter, zawziętość oraz upór zaprocentowały.

Pod koniec 2020r. zajęła 9. miejsce w slalomie równoległym w Lech/Zuers, zaś w swej koronnej konkurencji, slalomie gigancie na dobre wskoczyła w okolice pierwszej dziesiątki, zajmując lokaty 10. i 11. W Kronplatz, tuż przed mistrzostwami świata zaimponowała zwłaszcza drugim przejazdem, osiągając najlepszy czas, zostawiając w tyle takie zawodniczki jak Marte Bassino, Mikaele Shiffrin, czy Petre Vlhova.

O włos od medalu

Mocny początek sezonu zwiastował walkę o najwyższe, także te medalowe pozycje na Mistrzostwach Świata w Cortina d’Ampezzo. Polka zafundowała spore emocje w slalomie gigancie, kiedy po pierwszym przejeździe jej strata do liderki była bardzo niewielka. Drugi przejazd rozpoczęła bardzo dobrze i wydawało się, że pewnie zmierza po prowadzenie, ale mały błąd, jaki popełniła w końcowej fazie, pozbawił ją szans na medal. Niemniej 6. miejsce zarówno Maryna, jak i wielu kibiców głodnych sukcesów w narciarstwie alpejskim, przed MŚ brałoby w ciemno. Warto dodać, że w drugiej konkurencji mistrzostw – slalomie równoległym – alpejka dotarła do ćwierćfinału. Lokata oraz styl, w jakim zaprezentowała się szerszej publiczności, był najlepszym potwierdzeniem, że stać ja na walkę z najlepszymi.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Maryna Gasienica Daniel (@marynagd)

 

Podczas mistrzostw z dobrej strony pokazała się też debiutująca na wielkiej imprezie, 19-letnia Magdalena Łuczak. Polka ukończyła rywalizację w slalomie gigancie na 19. miejscu, co daje nadzieję na odrodzenie się narciarstwa alpejskiego w naszym kraju.

Obolały finał sezonu

Świetną zimę Maryna Gąsienica-Daniel zwieńczyła 10. miejscem w gigancie w Lenzerheide. Jej występ w ostatnim starcie sezonu był jednak zagrożony. Dwa tygodnie wcześniej na zawodach w Jasnej, zakopianka wypadła z trasy i bardzo mocno się poobijała, w efekcie czego pękły jej dwa żebra. Warto podkreślić, że i tam po pierwszym przejeździe Polka zajmowała wysokie miejsce i miała realną szansę na podium.

 

 

Ostatecznie polska alpejka uplasowała się na 39. pozycji w klasyfikacji generalnej cyklu, w jednym sezonie zdobywając więcej punktów PŚ niż w całej dotychczasowej karierze. Punktowała osiem razy w zaledwie jedenastu startach.

 

 

Apetyt na więcej

Po wielu latach posuchy w polskim narciarstwie alpejskim w końcu nastąpił przełom. Dobre wyniki Maryny pozwalają wierzyć, że na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie Maryna sprawi niespodziankę. Polka specjalizuje się w gigancie, czyli najpopularniejszej konkurencji narciarstwa alpejskiego, ale jej celem jest poprawienie się w supergigancie i bycie w nim coraz lepszą.

Patrząc na formę Maryny Gąsienicy – Daniel w tym sezonie można oczekiwać kolejnych postępów i coraz odważniejszych planów względem nadchodzącego sezonu. A biorąc pod uwagę wszelkie przeciwności, z jakimi alpejka zmagała się w ostatnim czasie, chyba nic nie jest w stanie jej zatrzymać.


Autor: Gabriela Koziara

Zdjęcie: Stefan Brending

Gabriela Koziara

Pasjonatka sportu, w szczególności biegów narciarskich oraz piłki nożnej. Od dziecka wierna fanka Justyny Kowalczyk. Od kilku lat dumna kibicka Bruk-Bet Termaliki Nieciecza. :) Sportowiec amator.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *