El Clasico dla Królewskich, a Atletico gubi cenne punkty w spotkaniu z Betisem

Sytuacja w lidze hiszpańskiej zdaje się być bardzo napięta. Trzy największe marki, a więc Barcelona, Real oraz Atletico stają przed szansą na zdobycie kolejnego w swojej historii mistrzostwa Hiszpanii. Po piętach depcze im również Sevilla, która zbliżyła się na dosłownie kilka oczek do jednego z gigantów i w dalszym ciągu liczy się w stawce.

Oczy wszystkich kibiców na całym świecie w sobotni wieczór skierowane były na rozgrywający się na stadionie Castilli klasyk pomiędzy Królewskimi, a Dumą Katalonii. Mecz lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy już w pierwszym kwadransie wyszli na prowadzenie. W 13. minucie gola na 1:0 strzelił świetnie spisujący się w tym sezonie Karim Benzema, który wykorzystał dobre zagranie Lucasa Vazqueza. Francuz umiejętnie wyprzedził stopera gości, Ronalda Araujo i sprytnym strzałem piętą pokonał Marca-Andre ter Stegena.

Defensywa Blaugrany w pierwszej części wręcz nie istniała, a obrońcy musieli ratować się faulami. W ten sposób żółte kartoniki jeszcze przed upływem trzydziestej minuty zarobili Pedri i Mingueza. Ten drugi w dodatku sprokurował rzut wolny dla Realu, po którym szczęśliwie padła druga bramka. Jej autorem był Toni Kroos. Okazję na trzeciego gola miał jeszcze przed przerwą Federico Valverde, ale piłka po jego strzale trafiła jedynie w słupek. Szkoda, bo kontratak wyglądał naprawdę obiecująco i przyjemnie się oglądało gospodarzy w akcji.

 

 

Role niejako odwróciły się w drugiej połowie. To Real był schowany i wydawało się, że wyczekuje za wszelką cenę końcowego gwizdka. Barcelona z kolei obudziła się, wykaraskała z letargu i złapała kontakt dzięki trafieniu antybohatera z pierwszej części spotkania, Oscara Minguezy. Duma Katalonii w ten sposób poczuła wiatr w żaglach i raz po raz groźnie atakowała, czyniąc tym samym pod bramką Courtoisa prawdziwe oblężenie. Trwało ono z dobre pół godziny, a piłkę meczową w 94. minucie miał na swojej nodze Illaix Moriba. Niestety, młody Hiszpan przy wtórze jęków zawodu kibiców Barcelony siedzących przed telewizorami trafił tylko w poprzeczkę. Wobec tego Real wymknął się spod topora, zainkasował ważne trzy punkty i wyprzedził tym samym swoich rywali w ligowej tabeli.

 

 

Co ciekawe, Królewscy przez jeden dzień mogli nacieszyć się pozycją lidera. Z tego fotela podopiecznych Zidane’a zrzucili Los Colchoneros. Atletico, podjudzone ostatnią porażką z Sevillą, chciało odkuć się z innym zespołem z tegoż miasta, a mianowicie Betisem. Simeone i jego zawodnicy byli na dobrej drodze by to osiągnąć – w 5. minucie meczu bramkę strzelił Carrasco. Belg totalnie ośmieszył obrońców i wpakował piłkę do niemal pustej bramki. Kwadrans później jednak wyrównał Cristian Tello, czym ustalił wynik spotkania.

W związku z tym różnica między trzema tytułowymi ekipami wynosi kolejno po jednym punkcie. Do odrabiania strat musi rzucić się wspomniana Sevilla, która wygrała w poniedziałek z Celtą Vigo, ale ciągle traci do pierwszego miejsca aż siedem punktów. Do końca rozgrywek zostało osiem meczów, a więc atmosfera robi się naprawdę bardzo gorąca. Najłatwiejszą drogę do mistrzostwa zdają się mieć piłkarze Atletico, ale mimo wszystko muszą bardzo uważać. Piłka nożna przecież lubi płatać figle. Kluczowym starciem może okazać się dla nich wyjazdowy mecz z Barceloną, która mimo że przegrała w El Clasico, nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

 

 


Autor: Piotr Sornat

Zdjęcie: TVP Sport

Piotr Sornat

Interesuję się sportem, muzyką oraz technologią. Zajmuję się produkcją muzyczną oraz piszę własne teksty. W wolnym czasie przygotowuję materiały informacyjne i publicystyczne. Pisanie sprawia mi ogromną satysfakcję i zaspokaja moje potrzeby samorealizacji. Prywatnie kibic Arsenalu, Zagłębia Lubin oraz fan schaftera i Taco Hemingwaya.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *