Grad goli we Wrocławiu. Śląsk wyrwał zwycięstwo w końcówce spotkania

We wtorkowym meczu 26. kolejki PKO Ekstraklasy w stolicy Dolnego Śląska nie mogliśmy narzekać na brak emocji. Piłkarze WKS-u przeszli drogę z piekła do nieba, ostatecznie pokonując Podbeskidzie Bielsko – Biała 4:3 po golu w doliczonym czasie gry.

Śląsk przystępował do rywalizacji z Beniaminkiem jako zdecydowany faworyt. Dość powiedzieć, że Podbeskidzie to jedyny zespół w stawce, który nie wygrał w tym sezonie ani jednego meczu na wyjeździe. Słaby bilans punktowy dawał mu przedostatnie miejsce w tabeli z zaledwie punktową przewagą nad Stalą Mielec, która do rozegrania ma jeszcze jedno zaległe spotkanie.

WKS po przeciętnym występie w Zabrzu i uratowanym remisie chciał zaprezentować się jak na drużynę pretendującą do gry w europejskich pucharach przystało. Przed meczem piłkarze Jacka Magiery zajmowali siódmą lokatę z zaledwie trzema punktami straty do czwartego miejsca, które w przypadku zwycięstwa Rakowa Częstochowa w Pucharze Polski, może być premiowane grą w UEFA Europa Conference League.

Obie drużyny stworzyły w tym meczu wielkie widowisko. Zaczęło się od trafienia Roberta Picha już w 9. minucie spotkania. Gol ten jednak nie został uznany, bowiem piłkarz Śląska znajdował się na spalonym. Od początku to gospodarze wiedli prym w tym meczu, a w 18. minucie mieli kolejną okazję do zdobycia bramki, kiedy po faulu na Mateuszu Praszeliku, sędzia wskazał na 11 metr. Ostatecznie po wideoweryfikacji karnego dla WKS-u nie było. W 33. minucie doskonałą sytuację na to, by objąć prowadzenie miało Podbeskidzie. Napastnik Górali – Marko Roginic oddał strzał, będąc sam na sam bramkarzem, ale piłka uderzyła w poprzeczkę.

Zmarnowanie takiej okazji szybko zemściło się na zespole z Bielska. Pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się Krzysztof Mączyński, którego bramka dała ekipie gospodarzy prowadzenie. Jak się okazało nie na długo, bowiem w 41. minucie odpowiedzieli bielszczanie. Autorem gola wyrównującego był Rafał Janicki, który z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Petara Mamica. Do przerwy mieliśmy remis, ale na brak okazji oraz emocji nie mogliśmy narzekać. Druga odsłona meczu zapowiadała się niezwykle interesująco.

Po zmianie stron zawodnicy nieco wyhamowali i tempo meczu odrobinę spadło. Lepiej zaczęło Podbeskidzie, ale nie dochodziło do korzystnych sytuacji bramkowych.

Sporo działo się pod bramką gości 61. minucie, kiedy piłka po strzale Patryka Janasika wpadła do bramki po rykoszecie zawodnika Podbeskidzia – Kamila Bilińskiego, któremu został przypisany gol samobójczy. Dla Podbeskidzia wcale nie oznaczało to końca, a wręcz był to moment zwrotny tego spotkania. Biliński odkupił swoje winy zaledwie kilka minut później zdobywając gola na 2:2 po podaniu z prawego skrzydła od Karola Danielaka.

Nie było to ostatnie słowo przyjezdnych tego wieczoru. W 78. minucie Podbeskidzie wygrywało 3-2. Błędy w obronie piłkarzy Śląska sprawiły, że zupełnie niepilnowany Roginic mógł spokojnie przyjąć futbolówkę od Petera Wilsona i skierować ją do bramki. Po tym strzale napastnik Górali uderzył głową w słupek i poturbował się na tyle mocno, że musiał opuścić boisko.

Po trzeciej bramce dla gości wydawało się, że już nic więcej w tym meczu się nie zdarzy, a Śląsk nie zdoła odwrócić losów tego spotkania. Nic bardziej mylnego. Wrocławianie wyrównali na sześć minut przed zakończeniem regulaminowego czasu gry. Z rzutu wolnego po raz kolejny strzelał świetny w tym meczu Krzysztof Mączyński, który dorzucił piłkę wprost na głowę Konrada Poprawy. Ten skierował ją na dalszy i słupek i znowu mieliśmy remis.

W końcówce akcja przeniosła się na drugą stronę boiska, gdzie goście mocno napierali, chcąc przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i w końcu zainkasować wyjazdowe trzy punkty. Niewykorzystane sytuacje zemściły się na podopiecznych Kasperczyka. W doliczonym czasie gry z kontrą wyszedł Robert Pich. Słowak pociągnął akcję przez połowę boiska, trafiając do bramki rywala. Była to ostatnia akcja w tym meczu i wynik 4:3 dla gospodarzy nie uległ już zmianie.

Przed spotkaniem chyba nikt nie zakładał, że ta potyczka może przynieść tyle emocji oraz niespodziewanych zwrotów akcji. Przy odrobinie szczęścia i skuteczności zwycięstwo mogło stać się udziałem piłkarzy z Bielska – Białej, bowiem Góralom nie można było odmówić waleczności i dobrej gry ofensywnej.

Śląsk z kolei miał spore problemy w defensywie i mimo wypracowanej przewagi bramkowej na początku, roztrwonił ją, by ostatecznie odrobić stratę i wyprowadzić decydujący cios. Z trzech punktów dla ekipy z Wrocławia może być zadowolony trener Jacek Magiera, którego dotychczasowy bilans w Śląsku wynosi osiem punktów w czterech meczach.

Kolejna okazja do zdobycia trzech punktów to dla WKS-u wyjazdowy mecz z Rakowem Częstochowa, który zostanie rozegrany już w piątek 23 kwietnia o 18:00.

Śląsk Wrocław – Podbeskidzie Bielsko – Biała 4:3

Gole: 1:0 – Mączyński 36’

          1:1 – Janicki 41’

          2:1 – Biliński (sam.) 61’

          2:2 – Biliński 70’

          3:2 – Roginic 78’

          3:3 – Poprawa 83’

          4:3 – Pich 90+5’

Śląsk: Szromnik – Puerto, Poprawa, Tamas (Sobota 79’)– Janasik, Scalet (Makowski 54’), Mączyński, Pawłowski (Bejger 54’) – Praszelik (Zylla 72’), Pich – Exposito (Piasecki 72’)

Trener: Jacek Magiera

Podbeskidzie: Pesković – Niepsuj (Danielak 64’), Modelski, Janicki, Bashlai, Mamić (Sierpina 82’) – Rzuchowski, Bieroński (Frelek 74’) – Hora – Roginić (Tulio 82’), Biliński (Wilson 74’)

Trener: Robert Kasperczyk

Żółte kartki: brak

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)


Autor: Gabriela Koziara

Zdjęcie: Krystyna Pączkowska

Gabriela Koziara

Pasjonatka sportu, w szczególności biegów narciarskich oraz piłki nożnej. Od dziecka wierna fanka Justyny Kowalczyk. Od kilku lat dumna kibicka Bruk-Bet Termaliki Nieciecza. :) Sportowiec amator.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *