Historie Mistrzostw Świata #7 – Chile 1962

Kolejny mundial zagościł na zachodnim wybrzeżu Ameryki Południowej, a konkretniej na terenie Chile. Gorący południowoamerykański klimat spotkał się z równie gorącą otoczką dookoła turnieju. Emocji nie brakowało również i po stronie gospodarzy, którzy spotkali się z wieloma problemami natury organizacyjnej.

Dwa lata przed mistrzostwami Chile nawiedziło niezwykle silne trzęsienie ziemi o sile 9,5 stopnia w skali Richtera. Uznaje się je za największe w XX wieku. Kraj został bardzo zniszczony, ale ostał się kłębek nadziei na zorganizowanie turnieju na czas. Carlos Dittborn, prezydent komitetu przygotowawczego, wypowiedział wówczas słowa: „Ponieważ nie mamy nic, zrobimy wszystko”. Udało się. Niemalże wszystko zostało dopięte na ostatni guzik – wybudowano nowe stadiony i zadbano o infrastrukturę. Dittborn niestety nie mógł świętować swojego sukcesu, ponieważ doznał zawału serca na miesiąc przed startem mistrzostw. Uczczono natomiast jego pamięć – jeden ze stadionów nazwano właśnie jego imieniem.

Turniej rozegrano dokładnie w takiej samej formule, co cztery lata wcześniej. Wystąpiło w nim szesnaście drużyn, które zostały przydzielone do czterech grup składających się z czterech zespołów. Na boiskach w Chile po raz pierwszy w historii zagrały reprezentacje Bułgarii oraz Kolumbii. Mecze rozgrywano w Arice, Santiago, Viña del Mar oraz Rancagui.

Oficjalne logo MŚ 1962 (fot. Pinterest)

 

Faza grupowa nie przyniosła praktycznie żadnych niespodzianek. Dużo ciekawiej było za to w ćwierćfinałach. W pierwszym z nich Chile pokonało Związek Radziecki, a więc nie byle kogo – Mistrzów Europy. Tym samym zameldowało się w półfinale, co do dzisiaj jest ich największym sukcesem na arenie międzynarodowej. Dołączyli do nich również mistrzowie świata – Brazylijczycy. Największe zaskoczenie jednak sprawiły reprezentacje Jugosławii i Czechosłowacji, które wyeliminowały z turnieju RFN oraz byłych wicemistrzów świata – Węgrów.

Canarinhos, aby zagwarantować sobie miejsce w wielkim finale, musieli stawić czoło reprezentantom Chile, niesionych dopingiem dziesiątek tysięcy widzów zgromadzonych na trybunach Estadio Nacional w Santiago. W półfinale tym znakomicie zaprezentował się legendarny Garrincha. O prawoskrzydłowym reprezentacji Brazylii do dzisiaj krąży wiele ciekawych historii. Jedna z nich mówi o tym, że piłkarz miał jedną nogę krótszą od drugiej, a na dodatek była ona lekko wygięta do wewnątrz. Chorował także na polio. Nie przeszkodziło mu to jednak w karierze, a także w zdobyciu dubletu w spotkaniu z Chile w 1962 roku. Mecz zakończył się wynikiem 4:2, a dla drużyny występującej w żółtych trykotach kolejne dwa gole strzelił znany już nam Vavá, autor dwóch trafień z finału MŚ 1958. W drugim spotkaniu Czechosłowacja odniosła zwycięstwo nad Jugosławią, a do awansu w dużej mierze przyczynił się Adolf Scherer, którego bramka we wcześniejszym starciu z Węgrami odesłała rywali z powrotem do ojczyzny.

Gospodarze odkuli się jednak w meczu, którego stawką był brązowy medal. W 90. minucie, a więc na ostatniej prostej, gola dającego Chilijczykom trzecie miejsce zdobył Eladio Rojas, zawodnik reprezentujący w trakcie swojej kariery takie kluby jak Everton Viña del Mar, River Plate czy Colo-Colo. To była jednak tylko cisza przed burzą. Prawdziwe starcie tytanów nastąpiło dzień później, 17 czerwca 1962 roku. Pierwszy cios wyprowadzili, o dziwo, reprezentanci Czechosłowacji. W 15. minucie meczu na listę strzelców wpisał się obrońca Dukli Praga, Josef Masopust, zdobywca Złotej Piłki 1962 w ankiecie France Football. Dwie minuty później wyrównał Amarildo. Spotkanie było dość wyrównane, ale widać było lekką przewagę Brazylijczyków. Szczelna obrona Czechosłowaków niestety musiała ulec. W drugiej połowie Canarinhos skorzystali z błędów rywali, a do siatki trafiali Zito i Vavá. Tym samym obronili oni mistrzostwo świata, co udało się wcześniej jedynie Włochom.

 

 


Autor: Piotr Sornat

Zdjęcie: National Postal Museum

Piotr Sornat

Interesuję się sportem, muzyką oraz technologią. Zajmuję się produkcją muzyczną oraz piszę własne teksty. W wolnym czasie przygotowuję materiały informacyjne i publicystyczne. Pisanie sprawia mi ogromną satysfakcję i zaspokaja moje potrzeby samorealizacji. Prywatnie kibic Arsenalu, Zagłębia Lubin oraz fan schaftera i Taco Hemingwaya.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *