Mecz sezonu we Wrocławiu, Myszka Miki pobiła lwa i Zmarzlik superstar. Podsumowanie 9. Rundy PGE Ekstraligi.

Sezon zasadniczy wchodzi w decydującą fazę, powoli zaczynamy przekonywać się, kto będzie walczył o play-off, a emocje rosną. Zużlowcy PGE Ekstraligi najwyraźniej też to wiedzą, bo otrzymaliśmy w miniony weekend jedną z najciekawszych, o ile nie najciekawszą, rundę tego sezonu. Przekonaliśmy się, między innymi, jak powinien wyglądać mecz mistrza z wicemistrzem, oraz dlaczego Bartosz Zmarzlik to mistrz świata. Oto podsumowanie 9. Kolejki PGE Ekstraligi.

ROW Rybnik – GKM Grudziądz 39:51 – już widać dno

Źle się dzieje w zespole z Rybnika. ROW to aktualnie najgorsza drużyna w tym sezonie i choć przed tą rundą na ostatnim miejscu w tabeli była Stal Gorzów, to tam powoli zaczyna być widoczne światełko w tunelu. Ale o tym zaraz. Natomiast w Rybniku zdaje się być tylko gorzej. Wysoka porażka na własnym torze i to z niezbyt silnym lekko mówiąc GKM-em, to idealny przykład problemów tego zespołu. Zresztą wystarczy spojrzeć na statystyki z całego sezonu. Tylko dwóch zawodników ROW-u potrafiło w tym roku przywieźć w meczu dwucyfrową liczbę punktów (Kacper Woryna oraz Robert Lambert). Zaledwie dwukrotnie ROW zdobywał w meczu więcej niż 40 punktów (46:44 ze Stalą Gorzów oraz 41:49 z Włókniarzem Częstochowa). Tak się po prostu nie da. Natomiast GKM Grudziądz odniósł dopiero trzecie zwycięstwo w sezonie, a drugie nad Rybnikiem. To jedno pozostałe to przerwany w połowie, przez ulewę, mecz ze Stalą Gorzów. Niewykluczone jednak, że gdyby oni akurat w momencie przerwania nie prowadzili, to w wypadku dokończenia meczu, po prostu by przegrali. Artiom Łaguta ciągnie ten zespół za uszy, a reszta tylko czasami stoi na przyzwoitym poziomie. Zresztą nawet przeciwko temu słabiutkiemu Rybnikowi dobrze pojechali tylko Łaguta (14 pkt), Nicki Pedersen (13 pkt) oraz Krystian Pieszczek (10 pkt). Reszta do zapomnienia. Grudziądzanie raczej nie spadną, ale głównie przez słabość rywali niż swoją siłę.

Eltrox Włókniarz Częstochowa – Falubaz Zielona Góra 43:47 – kryzys po częstochowsku

Domowa porażka z Motorem Lublin (43:47)? No dobra zdarza się. Dużo niższa, niż się spodziewano, wygrana nad ROW-em Rybnik (49:41)? Cóż, ważne, że wygrali. Remis z przeciętnym GKM-em Grudziądz (45:45)? Tu już zapala się czerwona lampka, ale spokojnie, z Falubazem przyjdzie weryfikacja. Przyszła. Jest naprawdę źle. Częstochowianie po fantastycznym początku sezonu (3 wysokie zwycięstwa), ostro wyhamowali. Starcie z Falubazem, który, podobnie jak Włókniarz, chce się bić o medale, miało być sposobem na odbicie się od dna. Powrotem na dobre tory. Ale rzeczywistość okazała się brutalna. Porażka akurat z zielonogórzanami jest o tyle symboliczna, że w pierwszym starciu tych zespołów w tym sezonie, i to w Zielonej Górze, Włókniarz rozgromił rywali aż 59:31. Kilka tygodni później ten sam Falubaz wywozi zwycięstwo z Częstochowy, pokazując regres formy gospodarzy. Tutaj nie chodzi nawet o kompletny brak formy, lecz o brak stabilizacji. Gdy ktoś pojedzie dobrze, kto inny pojedzie słabiutko. Natomiast w następnym meczu jest dokładnie na odwrót. Falująca dyspozycja dopadła nawet wicemistrza świata Leona Madsena, który raz jedzie świetnie (14 pkt w tej kolejce), a innym razem bardzo słabo (4 pkt z GKM-em Grudziądz). Na dodatek Rune Holta oraz Jason Doyle mają dziwną zależność, że jak jeden radzi sobie dobrze, to drugi słabo. Z Falubazem tym lepszym był Holta, którego jednak w kluczowym momencie ukarano wykluczeniem za wjechanie w Piotra Protasiewicza, co skończyło się tym, że Norwega z polskim paszportem… lekko poniosło.

Falubaz z kolei kontynuuje dobry okres. Ostatnie pięć meczów zielonogórzan to tylko jedna porażka i to na wyjeździe z Unią Leszno, co absolutnie nie jest żadnym powodem do wstydu. Ich liderem znów był Martin Vaculik, który ostatnio albo jest bezbłędny, albo prawie bezbłędny. W tym meczu pokonać go potrafił tylko w ostatnim biegu Leon Madsen. Do tego dochodzi jeszcze dobra forma Piotra Prostasiewicza oraz solidna postawa reszty drużyny i mamy zespół pewnie zmierzający do fazy play-off.

Betard Sparta Wrocław – Fogo Unia Leszno 46:44 – dla takich meczów ogląda się żużel!

FE-NO-ME-NAL-NE. Takie było to spotkanie. Po prostu. Niesamowita walka na torze, aż jedenaście wyników 5:1, zmiany prowadzenia i pasjonująca końcówka. Betard Sparta potrafiła prowadzić ośmioma punktami, by niedługo później przegrywać sześcioma, tylko po to, by w dwóch ostatnich biegach przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Starcie mistrza z wicemistrzem w pełnej krasie. W barwach gości niemal nie do zatrzymania był Emil Sajfudtinow, więc wrocławianie skupili się na pokonaniu reszty i to im się opłaciło. W kluczowym, ostatnim biegu Tai Woffinden oraz niespodziewanie szybki Max Fricke, wspólnymi siłami, powstrzymali szalejącego Janusza Kołodzieja i przywieźli remis 3:3 (za plecami Sajfudtinowa oczywiście) dający Betardowi zwycięstwo.

Unia Leszno przegrała po raz pierwszy w tym sezonie, a Betard Sparta Wrocław po latach uporała się wreszcie z najgorszym koszmarem. Wszakże przez kilka ostatnich sezonów to lesznianie byli największą zmorą wrocławian. Pokonali ich choćby w ubiegłorocznym finale. Ponoć zemsta najlepiej smakuje na zimno, ale tym razem emocje wraz z pogodą rozgrzały Stadion Olimpijski do czerwoności. Można tylko żałować, że przez wirusa nie było kompletu widzów. Jednak i bez tego otrzymaliśmy mocnego kandydata do starcia sezonu. Betard Sparta natomiast odbiła sobie wyjazdową porażkę z Motorem Lublin w poprzedniej rundzie i może spokojnie przygotowywać się do starcia z Włókniarzem Częstochowa.

Stal Gorzów – Motor Lublin 47:43 – Bartosz Zmarzlik i inni goście

Wreszcie dla Stali Gorzów zapaliło się światełko w tunelu. Przez cały sezon  nie jeździli za dobrze . Choć zasadniczo ich dorobek bez Bartosza Zmarzlika byłby jeszcze gorszy. Tak czy inaczej, w każdym meczu czegoś im brakowało, przez co przegrywali spotkanie za spotkaniem. Gdy mogli w końcu wygrać w Grudziądzu z przeciętnym GKM-em, przyszła ulewa, która przerwała mecz w momencie, w którym prowadzili gospodarze, i to oni szczęśliwie wygrali. Lecz w końcu przyszło przełamanie. Czyja to głównie zasługa, to chyba każdy się spodziewa, ale tym razem Bartosz Zmarzlik pokazał iście mistrzowską klasę. Sześć biegów, osiemnaście punktów. Mistrz świata, co tu dużo mówić. Gdyby Stal miała w zespole więcej zawodników na zbliżonym poziomie, ich sytuacja byłaby inna – przecież, z reguły dobrze sobie radzący, Jack Holder jest w Gorzowie gościem (jego macierzystym klubem jest pierwszoligowy Apator Toruń) i nie zawsze może wystąpić. Jednak tym razem Stal jako zespół potrafiła wreszcie postawić kropkę nad „i”, odnotowując pierwsze w sezonie zwycięstwo.

Motor Lublin może sobie z kolei pluć w brodę. Lublinianie mieli okazję uciec w tabeli pokonanemu przez Falubaz Włókniarzowi Częstochowa. Tymczasem przez ich porażkę, Włókniarz nic do nich nie stracił, Falubaz im uciekł, a Betard Sparta mocno podgoniła. Niestety jeden Grigorij Łaguta niewiele zrobi, gdy reszta jest bardzo nieregularna (jak Matej Zagar, który przywoził albo 3 pkt albo 1pkt) lub po prostu słaba.

Rajder rundy:

Bartosz Zmarzlik – w Gorzowie powinni dziękować niebiosom, że indywidualny mistrz świata wciąż jeździ dla Stali, choć w innych zespołach mógłby walczyć o tytuły. Zawodnicy Motoru Lublin tylko obrywali od niego żużlową szprycą i mogli patrzeć, jak mistrz bawi się na własnym torze. Niezależnie kto się z nim ścigał, Grigorij Łaguta, Mikkel Michelsen, Matej Zagar czy kto inny. Wszyscy oglądali jego plecy. Komplet 18 punktów w 6 biegach to najlepsze podsumowanie i komentarz do tego, kim dla Stali jest Zmarzlik, który tym razem poprowadził ich do pierwszego zwycięstwa w sezonie.


Autor: Bartosz Królikowski

Zdjęcie: Instagram

Bartosz Królikowski

Jestem człowiekiem wspaniałego miasta Szczecin, studiującym we włościach wrocławskich. Dawno temu uzależniłem się od sportu, przede wszystkim od piłki nożnej, sportów walki oraz sportów zimowych. I nie, nie mam zamiaru iść na żaden odwyk. Zdecydowanie wolę zarażać innych swoją pasją, a rola dziennikarza sportowego idealnie się do tego nadaje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *