Oficjalnie: Jerzy Brzęczek przestaje pełnić funkcję selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski!

Jakby to rzekł nasz kadrowy filantrop i erudyta Kamil Grosicki – “Nadszedł dzień dzisiejszy!” Nadszedł, bo zarówno kibice, jak i dziennikarze mają prawo w końcu świętować. Ich błagania zostały wysłuchane przez prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniewa Bońka i Jerzy Brzęczek od wczoraj przestał piastować funkcję trenera naszej kadry. Pytanie tylko, czy ten ruch nie został wykonany trochę za późno…  

Odrobinę faktografii na wstępie. Jerzy Brzęczek to 49-letni trener, który urodził się w Truskolasach. Zanim jednak został trenerem, był piłkarzem i to nie byle jakim. 43-krotnie przywdziewał trykot reprezentacji Polski, był nawet jej kapitanem (poprowadził drużynę do historycznego srebra na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie 92′). W Austrii dwukrotnie sięgnął po mistrzostwo kraju, podobnie zresztą jak w Polsce. Po zakończonej karierze piłkarza nie zrezygnował ze sportu i rozpoczął kursy trenerskie. Prowadził parę mniej znanych klubów, potem Lechię Gdańsk, ale najlepiej szło mu w Wiśle Płock, gdzie został dostrzeżony i po zakończonym Mundialu w 2018 roku dostał propozycję zastąpienie Adama Nawałki w reprezentacji.  

Swój debiut i zarazem najlepszy występ jako selekcjoner Brzęczek zaliczył 7 września 2018 roku, gdzie w inauguracyjnym meczu Ligi Narodów zdołał zremisować z reprezentacją Włoch 1:1. Jednak optymistyczny początek był tylko osłoną tego, co czekało nas później.  

A co czekało nas później? Marazm, brzydota i momentami wręcz żenada. To chyba najłagodniejsze słowa. Biało-Czerwoni pod wodzą Jerzego Brzęczka zdołali wywalczyć awans na tegoroczne Mistrzostwa Europy (w najsłabszej grupie eliminacyjnej z możliwych) i utrzymać się najwyższej dywizji Ligi Narodów. Sam trener też wprowadził trochę świeżości w szeregi kadry narodowej, w której pojawiło się paru młodych i perspektywicznych zawodników – niebawem mogą stanowić o sile polskiego futbolu. Jednak to jedyne zalety podczas niemal 1,5-rocznej kadencji.  

Z perspektywy zagranicznego kibica wydawać by się mogło, że Polska jest naprawdę mocnym i wymagającym rywalem. Tak mówiły statystyki, lecz to one zazwyczaj mocno zakłamują obraz tego sportu. Nasza kadra przez 24 spotkania nie potrafiła sobie wypracować żadnego stylu, jej gra momentami przyprawiała o zawroty głowy (w negatywnym znaczeniu rzecz jasna), a co najgorsze – nie potrafiliśmy, i wciąż nie potrafimy, wykorzystać potencjału najlepszego piłkarza na globie – Roberta Lewandowskiego 

Sporym problemem jest również utrata reputacji. Za kadencji Adama Nawałki zasiadaliśmy do spotkań reprezentacyjnych niczym do dobrego filmu kina akcji. Wszyscy ekscytowali się kolejnymi potyczkami z udziałem Biało-Czerwonych i z wypiekami na ustach czekali na triumfy. Od 2019 roku zarówno piłkarze, jak i Brzęczek stali się głównym motywem memów i ogólnej nienawiści w mediach społecznościowych. I nawet jeśli chciałbym bronić w jakikolwiek sposób trenera, to naprawdę nie ma takiej możliwości. Internet bywa okrutny, ale bardzo często też prawdziwy i rzetelny w swojej nienawiści.  To wszystko prowadziło do nieuchronnej decyzji.

Więc nadszedł dzień, w którym pożegnaliśmy Jerzego Brzęczka. Zastanawiam się jednak, czy to był oby na pewno dobry pomysł. Do EURO niecałe pół roku, przed nami trzy niezwykle ważne mecze w eliminacjach do Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w marcu. Nowy selekcjoner będzie miał mało czasu na przedstawienie swojej wizji taktycznej, a piłkarze – na jej zrozumienie. Szkoda, że prezes PZPN nie zdecydował się na zwolnienie Brzęczka w połowie zeszłego roku – wtedy miałoby to sens, a potencjalny nowy trener miałby więcej czasu na przygotowanie piłkarzy do ważnego turnieju. To może skończyć się większą katastrofą, niż za Brzęczka, ale wcale nie musi. W ciągu następnych paru dni powinniśmy poznać nowego trenera polskiej reprezentacji. Na razie jednak brak konkretnych kandydatur. 


AUTOR: Marek Wadas

ZDJĘCIA: INSTAGRAM

Marek Wadas

Urodziłem się w roku, gdy w Indiach po raz pierwszy licznik ludności przekroczył miliard. Od najmłodszych lat jestem związany ze Skandynawią i kocham wszystko, co z nią związane. Prócz tego lubuję się w sporcie, historii nowożytnej i kolekcjonowaniu książek. Tutaj skrobię głównie o piłce nożnej, ale również o muzyce, sztuce i o tym, co danego tygodnia pochłonie mą głowę. Skål!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *