RUSSELL WESTBROOK – BOHATER TRAGICZNY

“Russ” to jedna z najbardziej elektryzujących postaci w światowej koszykówce. Gdyby liczyły się jedynie osiągnięcia indywidualne, to Westbrook z pewnością mógłby umieścić się w najlepszej dwudziestce koszykarzy w historii. Wszystkie te nagrody nie mają jednak żadnego znaczenia, gdy brakuje tej jednej, najważniejszej – mistrzowskiego pierścienia. Czy 32-letni rozgrywający Washington Wizards kiedykolwiek znajdzie się jeszcze w orbicie tytułu NBA? 

MIESZANE UCZUCIA

Westbrook jest postacią, którą się kocha albo nienawidzi. Nie ma nic pomiędzy. Jednych denerwuje jego postawa na boisku, gdyż często wydaje się, że bardziej zależy mu na uzbieraniu jak najlepszych statystyk, a innych zachwyca swoją ekscentrycznością i widowiskowością. Jednak nie da się nie zgodzić z tym, że był jednym z najlepszych koszykarzy na świecie w ubiegłej dekadzie. Wystarczy spojrzeć na indywidualne osiągnięcia: MVP sezonu zasadniczego w 2017 roku, 9-krotny uczestnik All-Star Game, 2-krotny zdobywca MVP All-Star Game, 2-krotny król strzelców i najlepiej asystujący zawodnik. Wielu uważa, że wynika to z jego egocentryzmu, lecz obiektywnie patrząc, nawet jeśli Russell jest egocentrykiem, posiada nietuzinkowe umiejętności. Widowiskowe wsady, niesamowity timing i sokole oko, które zawsze dostrzeże dobrze ustawionego partnera. Z drugiej strony słaby rzut (często prześmiewczo nazywany cegłą), samolubność i niemożność wykorzystania potencjału kolegów. Zawsze wywoływał skrajne uczucia, lecz dozgonny szacunek mu się po prostu należy. Swoją grą zrewolucjonizował cały sport. Tylko spójrzcie:  

MISTRZOSTWO NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI…

Russell większość swojej kariery NBA spędził w Oklahoma City Thunder. Był tam przez 11 lat i nawet mimo braku mistrzostw można nazwać go legendą tej organizacji. W sezonie 2011-12 marzenie wydawało się na wyciągnięcie ręki. Thunder świetnie radzili sobie w play-offach i dotarli do samych finałów, gdzie spotkali Miami Heat (wtedy najsilniejszą drużynę w lidze). Okazało się to jednak barierą nie do przejścia. Koszykarze z Oklahomy przegrali finały 1-4, lecz to była młoda drużyna, która na tamten moment osiągnęła ogromny sukces. W swoim debiutanckim meczu w finałach (wygranym) Westrbook zdobył 27 punktów i 11 asyst. Tym samym dołączył do Michaela Jordana, który jako jedyny wcześniej zaliczył 25+ punktów i 10+ asyst w debiutanckim starciu w NBA Finals. Potem niestety Heat nie oddali ani jednego zwycięstwa. To jednak napawało optymizmem na przyszłe lata. 

Wraz z Kevinem Durantem tworzyli wspaniały duet i wydawało się, że mistrzowski pierścień jest jedynie kwestią czasu. Sezon 2015-16 miał być próbą dla całej organizacji, bo cierpliwość kibiców i sponsorów powoli zaczynała się kończyć. Wszystko układało się tak, jak należy. W play-offach pokonali Dallas Mavericks, San Antonio Spurs. Dotarli do finałów zachodniej konferencji, gdzie czekało ich starcie z Golden State WarriorsW mediach huczało, że drużyna, która awansuje z tej potyczki do finałów, powinna bez problemu zdobyć mistrzostwo. Thunder grali cudownie i byli w świetnej sytuacji, gdyż mieli już wynik 3-1 i dzieliła ich tylko jedna wygrana od powrotu do NBA Finals. Nieoczekiwanie wszystko nabrało dramatycznego biegu wydarzeń. Oklahoma ostatecznie roztopiła przewagę i odpadła po siedmiu spotkaniach wynikiem 3-4.  

To był moment zwrotny w karierze Westbrooka. Jego najlepszy kolega z boiska, Kevin Durant, postanowił odejść do Golden State Warriors, a sam “Russ” nie był już tym samym koszykarzem, co wcześniej.  

INDYWIDUALNOŚĆ PONAD WSZYSTKO 

Rozgrywający wciąż zachwycał, ale wszyscy wokół wiedzieli, że w ówczesnym składzie nie ma najmniejszych szans na powrót do walki o tytuł. Świetne statystyki indywidualne nie przekładały się na drużynę, która kompromitowała się w play-offach, nie przechodząc przez trzy lata nawet pierwszej rundy. W tym czasie “Russ” zgarnął tytuł najbardziej wartościowego zawodnika ligi i był jednym z najlepszych strzelców, lecz nawet to nie przybliżyło go do mistrzostwa. Stał się samolubny i wydawało się, że stawia swoje statystyki ponad dobro zespołu. 

W 2019 roku, po 11 latach opuścił OKC i dołączył do starego znajomego Jamesa Hardena w Houston Rockets. Plany zdobycia tytułu szybko zostały zweryfikowane. Jego zespół mimo dużego potencjału kadrowego, nie zdołał dojść nawet do finałów konferencji, a sam rozgrywający rozegrał swoje najgorsze play-offy w karierze. 

CO TERAZ? 

Gra w Washington Wizards, które będzie uznawać dotarcie do play-off za sukces. Westbrook nie wygląda najgorzej, ale widać, że nieco przygasł. Chyba powoli zaczyna się godzić z tym, że nigdy nie sięgnie po tytuł. W dużej części to jego wina, ale kto wie, może los się jeszcze do niego uśmiechnie. W tym sezonie zalicza średnio 19.4 punktu na mecz i 9 asyst. To jego najgorsze statystki od sezonu 2010-11. „Russ” w listopadzie kończy 33 lata i jeśli wciąż marzy o mistrzostwie NBA, musi pogodzić się z tym, że już nie będzie pierwszoplanową gwiazdą.


Autor: Marek Wadas

Zdjęcia: Instagram

Marek Wadas

Urodziłem się w roku, gdy w Indiach po raz pierwszy licznik ludności przekroczył miliard. Od najmłodszych lat jestem związany ze Skandynawią i kocham wszystko, co z nią związane. Prócz tego lubuję się w sporcie, historii nowożytnej i kolekcjonowaniu książek. Tutaj skrobię głównie o piłce nożnej, ale również o muzyce, sztuce i o tym, co danego tygodnia pochłonie mą głowę. Skål!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi