Sąsiedzki pojedynek na korzyść Anglii. Football’s coming home?

Po wybrzmieniu ostatniego gwizdka w meczu na Ahmad bin Ali Stadium Anglia pokonała Walię 3:0 w hicie grupy B i zameldowała się w fazie pucharowej Mistrzostw Świata w Katarze. Natomiast Walia gromadząc tylko jeden punkt w grupie zakończyła swoją przygodę mundialową na ostatnim miejscu w grupie. Czy Anglicy są w stanie wygrać cały turniej? Czy należało spodziewać się po Walijczykach czegoś więcej?

Zacznijmy od reprezentacji “Smoków”, dla których awans na mundial w Katarze był pierwszym takim wydarzeniem od 62 lat. Ich inauguracyjny mecz z reprezentacją Stanów Zjednoczonych można podzielić na dwie różne połowy pod względem gry. W pierwszej wyglądali niezwykle blado na tle aktywnych “Jankesów”, którzy swoją przewagę zamienili na gola w 36 minucie. Obraz gry zmienił się diametralnie w drugiej połowie. Walijczycy stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji, a w 82 minucie rzut karny na gola zamienił kapitan “Smoków” Gareth Bale. Końcowy wynik 1:1 dawał nadzieje Walii na dalszą walkę i możliwe wyjście z grupy.

Iran przebija walijski Moore

W meczu z USA bardzo dobrą zmianę zaliczył napastnik Bournemouth Kieffer Moore, który popisał się dobrymi podaniami i skuteczną grą głową. Najpewniej dlatego selekcjoner Walii Rob Page wystawił go w podstawowym składzie w kolejnym meczu z reprezentacją Iranu. Był to kluczowy mecz dla “Smoków” w walce o awans, ale niestety układał się źle od samego początku. W 15 minucie wyspiarze mogli przegrywać po golu Alego Gholizadeha, ale przed utratą bramki uchronił ich spalony. Groźnym strzałem w pierwszej połowie dla Walijczyków popisał się Kieffer Moore, jednak na niewiele się to zdało. Iran stwarzał coraz to więcej groźnych sytuacji. Pomimo zaangażowania Walijczyków to tylko niedokładność napastników Iranu ratowała ich przed utratą bramki. Szczęście odwróciło się od nich w 84 minucie, gdy bramkarz “Smoków” Wayne Hennessey po faulu na zawodniku Iranu, 25 metrów od własnej bramki, otrzymał czerwoną kartkę. Walijczycy liczyli, że uda się im dowieźć bezbramkowy wynik do końca, jednak w 7. minucie czasu doliczonego po złym wybiciu piłki z własnego pola karnego, została ona szybko przechwycona i Iran objął prowadzenie po strzale z dystansu Roozbeha Cheshmi. Po 4 minutach prowadzenie Iranu podwyższył Ramin Rezaeian i tym samym ustanowił końcowy wynik meczu. Ostatnią nadzieją dla Walii było zwycięstwo z Anglią.

Rozbicie Iranu i zawód z USA

“Synowie Albionu” bardzo zdecydowanie zaczęli turniej w Katarze. W meczu otwarcia grupy B Anglicy pokonali Iran aż 6:2. Bramki dla wyspiarzy zdobyli Bellingham, Sterling, dwukrotnie Saka oraz rezerwowi Rashford i Grealish. Honoru ich rywali bronił Mehdi Taremi, który również ustrzelił dublet. Siłę reprezentacji Anglii szczególnie charakteryzowała łatwość zdobywania bramek oraz brak utraty jakości po wejściu rezerwowych graczy za podstawowych. Po tak okazałym zwycięstwie w Anglii zaczęły pojawiać się nieśmiałe pytania. Czy reprezentacja, która jeszcze niedawno spadła z dywizji A Ligi Narodów i dwukrotnie przegrywała z Węgrami, może zostać Mistrzem Świata? Ten entuzjazm został dość szybko zahamowany meczem z reprezentacją Stanów Zjednoczonych. Pomimo słabej drugiej połowy w meczu z Walią, reprezentacja USA postawiła się Anglikom, a momentami nawet nad nimi przeważała. Za to wyspiarze wyglądali tak, jakby mentalnie wrócili do rozgrywek Ligi Narodów, gdzie byli absolutnie fatalni. Występ Anglików idealnie obrazuje ich współczynnik xG za ten mecz, który wynosił według The xG Philosophy 0,48. Jankesi za to zgromadzili współczynniki o wartości 0.93, co oznacza, że statystycznie to oni byli bliżej strzelenia bramki w meczu. Szczególnie groźni byli McKennie i Pulisic, których strzały trafiały albo minimalnie obok bramki, albo w jej obramowanie. Po tym spotkaniu Anglię czekał mecz z Walią, dla której był to mecz o wszystko.

Decydujące starcie

Kluczowy mecz 3 kolejki pomiędzy sąsiadami zapowiadał się pasjonująco. Obaj selekcjonerzy dokonali wielu zmian przed tym ważnym meczem. Gareth Southgate dokonał czterech roszad w podstawowym składzie. Miejsce Mounta, Trippiera, Saki i Sterlinga zajęli Henderson, Walker, Foden i Rashford. Rob Page zdecydował się na zmianę formacji z czwórki na trójkę obrońców i wymienił: Hennesey’iego, Robertsa i Wilsona na Warda, Allena i Jamesa. Od samego początku “Synowie Albionu” przejęli inicjatywę i nie dawali “Smokom” dojść do głosu. Walijczycy wyglądali na bardzo zmęczonych, a ich wiara w zwycięstwo malała z minuty na minutę. W pierwszej połowie Walia oddała tylko dwa niecelne strzały i 26% posiadania piłki. Anglicy mieli nad Walijczykami totalną przewagę, ale nie potrafili tego zamienić na gola. Zmieniło się to dopiero w drugiej połowie, gdy po faulu na skraju pola karnego do rzutu wolnego podszedł Marcus Rashford i zamienił stały fragment gry na gola. “Synowie Albionu” docisnęli pedał gazu i już po dwóch minutach podwyższyli wynik meczu na 2:0, a strzelcem gola po fantastycznym podaniu Harry’ego Kane’a został Phil Foden. Zmasowane ataki Anglików sprawiły, że obrona Walii skapitulowała po raz trzeci. W 68 minucie meczu Marcus Rashford po rajdzie na skrzydle oddał strzał, który znalazł drogę do bramki pomiędzy nogami bramkarza Walii. Był to już trzeci gol, przy którym swój udział miał goalkeeper “Smoków” Danny Ward. Podopieczni Roba Page’a stwarzali sobie więcej sytuacji w drugiej połowie spotkania, ale ciągle brakowało im precyzji. Wyglądali już na bardzo zmęczonych i zdemotywowanych liczbą goli, jaką stracili w tym meczu.

Dalszy los “wyspiarzy”

Po końcowym gwizdku rozanieleni Anglicy z 7 punktami weszli z pierwszego miejsca w grupie do fazy pucharowej Mistrzostw Świata, w której zmierzą się z Senegalem. Czy “Synowie Albionu” mają szanse na końcowy triumf? Ich potencjał ofensywny jest naprawdę imponujący, a strzelenie 9-ciu goli w 3 meczach robi wrażenie. Jednak ich forma jest bardzo niestabilna, co idealnie pokazał mecz z USA. Drużyny z dużo lepiej zorganizowaną grą obroną niż Walia i Iran, mogą stanowić dla Anglii przeszkodę nie do przeskoczenia. Dlatego można powątpiewać w ich szansę na końcowy sukces w tegorocznym mundialu. Czy Walia jest tak słaba, że zgromadzenie 1 punktu jest zasłużone? Zdecydowanie jest to drużyna, która szczyt swojej formy miała w 2016 roku, kiedy to zdobyła brązowy medal Mistrzostw Europy. Od tego czasu minęło już 6 lat! Kariery największych gwiazd Walii są już albo na zakręcie przed metą, albo już na niej. Jeden punkt to na papierze słaby wynik, ale jak na potencjał ludzki który posiadają, jest jak najbardziej sprawiedliwy.


Autor: Kajetan Hojny

Zdjęcie: Hossein Zohrevand, Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *