To co Panowie? Uznajmy że jest remis i idziemy do domu – Ekstraklasa bez hamulców #4

Za nami kolejka remisów w PKO Ekstraklasie. Na osiem meczów, aż pięć nie miało zwycięzcy. Nie oznacza to jednak, że było nudno. Zobaczyliśmy m.in. łamanie zasad polskiej ligi w Zabrzu, strzelanie z palca w Poznaniu, a we Wrocławiu uznali, że obrona jest dla frajerów. Czas na podsumowanie 3. kolejki PKO Ekstraklasy.

W obecnej drużynie Lecha Poznań widać pewną dysproporcję, która rzadko bywa aż tak widoczna. Poznaniacy w ofensywie są niczym znakomity średniowieczny rycerz, który z gracją macha niezwykle ostrą klingą. Rolę tej klingi pełni ich nowy napastnik Mikael Ishak, który póki co znakomicie zastępuje Christiana Gytkjaera. Przeciwko Śląskowi Wrocław ustrzelił dublet, dzięki czemu w trzech dotychczasowych meczach w naszej lidze zdobył 4 gole. Niestety dla poznańskich kibiców, zespół Kolejorza ma poważny defekt. Ich obrona zapewnia ochronę mniej więcej na tym samym poziomie co Windows Defender albo ten ochroniarz, co to niemal każdej nocy zasypia w swojej kanciapie. We Wrocławiu niemal przy wszystkich dośrodkowaniach z rzutu rożnego, w poznańskiej defensywie wybuchał alarm i panika. Skończyło się to tak, że 2 z 3 straconych na Stadionie Wrocław bramek, Lech dał sobie strzelić właśnie po kornerach. Trzecią zresztą też utracili dość głupio. Tymoteusz Puchacz cały mecz był objeżdżany przez Lubambo Musondę i gdyby nie to, że Zambijczyk w kluczowych momentach albo psuje podania albo wykończenie akcji, skończyłby ten mecz przynajmniej z golem oraz asystą. A tak skończyło się na wypracowanym rzucie karnym, bo Puchacz w pewnym momencie się wkurzył i wyciął go w obrębie szesnastki. Na szczęście dla Lecha, defensorzy Śląska byli w tym meczu w podobnej formie, dzięki czemu ten mecz w pierwszej połowie wyglądał jak walka Rocky vs Drago. W drugiej było spokojniej, ale i tak każdy z zawodników ofensywnych musiał przestrzegać znanej z Ekstraklasy zasady. Zawsze bądź gotów, że obrońca może zrobić coś takiego, że najlepiej się przeżegnać, machnąć ręką, a potem iść się napić by zapomnieć. Nikt nie zdetonował co prawda piłkarskiej bomby w swej obronie, ale mecz i tak skończył się wynikiem 3:3.

Dużo gorzej niż w Lechu, ofensywne sprawy mają się w jego poznańskiej starszej siostrze Warcie Poznań (Warta została założona w 1912, a Lech w 1922 roku). Klub z zielonej części stolicy Wielkopolski nie strzelił jeszcze w tym sezonie gola, co zresztą można powiedzieć również o ich rywalu z minionej kolejki, Piaście Gliwice. O ile w przypadku Warty to można jeszcze jakoś zrozumieć, ponieważ, jak pokazywały w ostatnich latach przykłady ŁKS-u Łódź, czy Zagłębia Sosnowiec, beniaminki mają często duże problemy z przeskokiem z I Ligi do Ekstraklasy, tak trzeciej drużynie minionego sezonu jaką jest Piast, powoli zaczyna wyglądać to na małą katastrofę. Gliwiczanie już w poprzednim sezonie nie imponowali skutecznością. Większość goli dla nich strzelili Piotr Parzyszek oraz Jorge Felix. Tego drugiego nie ma już w klubie, a Parzyszek póki co zawodzi. Jakub Świerczok miał być lekarstwem na brak skuteczności, lecz póki co i on nie może się wstrzelić. Przed gliwiczanami starcia z Jagiellonią Białystok oraz Stalą Mielec, które jakichś żelaznych defensyw póki co nie mają. Lepiej żeby Piast szybko zamienił strzelanie z palca, na jakiegoś porządnego kałasznikowa, albo na początek chociaż colta, bo póki co po trzech kolejkach mają 1 pkt i są w strefie spadkowej. Warta z kolei będzie miała dobrą okazję do przełamania, gdyż w następnym meczu zmierzy się z Lechem, o którego obronie już sobie co nieco powiedzieliśmy. Ciekawostką jest fakt, że derby Poznania to jedne z nielicznych, gdzie rywale zza miedzy mają dość przyjazne relacje i nie ma w nich nienawiści. Dość powiedzieć, że na trybunach stadionu Lecha zasiądą kibice tak jednych, jak drugich, bez żadnych podziałów. Będą to pierwsze ligowe derby Poznania od przeszło 25 lat.

Drużyna kolejki:

Górnik ZabrzeMarcin Brosz łamie zasady tej ligi. W 99% przypadków jest tak, że po co najwyżej dwóch latach prowadzenia zespołu w Ekstraklasie, pomysł trenera na grę się wyczerpuje, on nie potrafi wprowadzić nowego i wkrótce zostaje zwolniony. Przy czym te dwa lata to i tak bardzo długo. Natomiast trener Brosz pracuje w Górniku już ponad 4 lata, wielokrotnie zabierano mu ze składu kluczowych zawodników, a zabrzanie wciąż się podnoszą pod jego wodzą. Przed sezonem z Zabrza odszedł wielokrotny superstrzelec tej drużyny, Bask Igor Angulo. Co na to Górnik na początku sezonu? Trzy mecze, dziewięć strzelonych goli, komplet zwycięstw i pozycja lidera tabeli. Ot co. Tym razem zabrzanie na własnym stadionie przejechali się po Lechii Gdańsk, pokonując ich aż 3:0. Solidna defensywa, plus skuteczność w ofensywie. Jesus Jimenez strzelający czwartego gola w sezonie, Bartosz Nowak dający liczby (w zeszłym sezonie w I Lidze miał 13 goli i 13 asyst!) oraz 20-letni Daniel Ściślak puentujący mecz ślicznym, precyzyjnym strzałem zza szesnastki, lądującym w siatce. Znakomity start sezonu Górnika.

Najgorsza drużyna kolejki:

Lechia Gdańsk – biorąc pod uwagę kontekst tego co napisałem przed chwilą, przegrać 0:3 z Górnikiem w takiej formie to nie wstyd. Ale tak czy inaczej Lechia zawodzi od początku sezonu. Wynik meczu z zabrzanami to tylko kolejny symbol. Gdańszczanie nie mieli nic do powiedzenia w Zabrzu, po raz kolejny w tej kampanii prezentując się znacznie gorzej od oczekiwań. Spójrzmy na fakty. Po trzech kolejkach mają trzy punkty, wywalczone zresztą w starciu ze słabą Wartą Poznań. Zresztą i tam Lechia była do bólu przeciętna, bo wygrali 1:0 po oddaniu jednego celnego strzału. Na ich szczęście skutecznego. Potem na własnym stadionie roztrzaskał ich Raków Częstochowa, dominując (m.in. 7:2 w celnych strzałach, 57:43 w procentowym posiadaniu piłki) i wygrywając 3:1. Górnik po prostu jeszcze bardziej podkreślił ich problemy. Piotr Stokowiec musi bardzo szybko coś wymyślić, by dać nowy bodziec swoim piłkarzom. Potrzebują go. I to widać.

Bohater kolejki:

Bartosz Nowak – pomocnik Górnika Zabrze w wieku 27 lat osiągnął formę życia i wyróżnia się w Ekstraklasie. Teoretycznie przeciwko Lechii „tylko” strzelił gola. Ale oprócz tego był liderem ofensywy i tworzył spore zagrożenie pod bramką rywali. Poza tym, Nowak zostawiał swój „ślad” w prawie każdym meczu, w którym grał podczas tego sezonu. Tylko na inauguracji Ekstraklasy przeciwko Podbeskidziu Bielsko-Biała (4:2) nie strzelił gola, ani nie zaliczył asysty. A tak to asysta w meczu ze Stalą Mielec (2:0), gol z Lechią Gdańsk i asysta w spotkaniu Pucharu Polski z Jagiellonią (3:1). Za każdym razem coś. Nie sposób tego nie docenić.


Autor: Bartosz Królikowski

Zdjęcie: Instagram

Bartosz Królikowski

Jestem człowiekiem wspaniałego miasta Szczecin, studiującym we włościach wrocławskich. Dawno temu uzależniłem się od sportu, przede wszystkim od piłki nożnej, sportów walki oraz sportów zimowych. I nie, nie mam zamiaru iść na żaden odwyk. Zdecydowanie wolę zarażać innych swoją pasją, a rola dziennikarza sportowego idealnie się do tego nadaje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *