Twórcy emocji, świadkowie historii. Międzynarodowy Dzień Dziennikarza Sportowego

Ich wypowiedzi potrafią zapaść w pamięć wielu osób na długie lata. Jak sami mówią – wykonują najlepszy zawód na świecie. Patrząc na towarzyszącą im często radość, trudno się z tym nie zgodzić. Dziennikarze sportowi, właśnie dziś, 2 lipca, obchodzą swoje święto.

Są z nami zarówno w momentach radosnych, jak i przykrych. Z pełnym przekonaniem można stwierdzić, że są „pierwszymi kibicami”, którzy narzucają ton, z jakim śledzimy wydarzenia sportowe. Dziś z okazji ich dnia, w imieniu całej redakcji Nowe.pl, chcielibyśmy im złożyć najlepsze życzenia, ale również przywołać te momenty, które najbardziej pamiętamy z ich pracy.

Piotr Olkowicz i Zenon Plech – Grand Prix Skandynawii 2011

Wśród wyścigów, które na zawsze przeszły do historii czarnego sportu, z pewnością znalazłby się bieg finałowy z Grand Prix Skandynawii z 2011 roku. Jarosław Hampel, który startował wtedy z najgorszego, czwartego toru, miał być skazany na porażkę. Polak odważnie jednak wystartował i przez niemalże cały wyścig gonił Andreasa Jonssona. Niemalże, bowiem to, co stało się na ostatnim łuku, wydawało się być niemożliwym do spełnienia. Nie może zatem dziwić reakcja Piotra Olkowicza, którego szał radości opanował w stu procentach.

 

 

Tomasz Zimoch – MŚ w Val di Fiemme 2013

Ależ to było piękne spięcie klamrą dziesięciu lat w historii polskich skoków narciarskich. Po erze Adama Małysza, przyszedł czas na erę Kamila Stocha. A gdzie najlepiej ją zaznaczyć, jak nie na skoczni, na której ten pierwszy zdobywał złoty medal mistrzostw świata. Całości towarzyszył niezawodny w komentarzu radiowym Tomasz Zimoch, który kolejny raz wykrzyczał emocje milionów widzów i słuchaczy.

 

 

Piotr Dębowski – Igrzyska Olimpijskie 2014 w Soczi

Na jakikolwiek indywidualny medal olimpijski w łyżwiarstwie szybkim czekaliśmy wtedy 54 lata! Zbigniew Bródka stanął jednak nie tylko na podium, ale wszedł na nim na najwyższy stopień, co wcześniej nie udało się żadnemu polskiemu panczeniście. Sukces ten był tym bardziej nieprawdopodobny, ponieważ Polak jechał w parze z Shani Davisem, obrońcą tytułu oraz wielokrotnym mistrzem świata, a drugiego w klasyfikacji końcowej, Holendra Koena Verweija pokonał o dokładnie 0,003 sekundy!

 

 

Przemysław Babiarz i Sebastian Chmara – MŚ w Doha 2019

„Tak się biega w Raciborzu, tak się biega w Katowicach, tak się biega w Polsce!” – mówił natchniony Przemysław Babiarz, jakby chciał nadążyć swoimi słowami za fenomenalną Justyną Świętą-Ersetić. Finału sztafety 4×400 mistrzostw świata w Doha trudno było nie oglądać na stojąco, bo też dla popularnych Aniołków Matusińskiego nie było to pierwszy raz, kiedy ich bieg śledziły miliony osób, aby chwilę potem, podobnie jak Sebastian Chmara, płakać ze szczęścia.

 

 

Mateusz Borek i Tomasz Hajto – el. ME Francja 2016

Dośrodkowanie Kamila Grosickiego w meczu ze Szkocją nie miało prawa zakończyć się bramką. Zostało ono bowiem wykonane fatalnie. Ale jednak… To, co się wtedy wydarzyło, najlepiej oddają słowa Mateusza Borka, który ostatkiem sił wykrzyczał: „COŚ NIEPRAWDOPODOBNEGO! CO TUTAJ SIĘ STAŁO?! W GLASGOW!” (fragment od 0:40).

 

Zbyt mała dawka emocji? Zapraszamy zatem do tekstu z zeszłego roku, gdzie kolejnych momentów wzruszeń oraz zdartych gardeł nie brakuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *