Złoty Żyła i niezawodna drużyna. Za nami Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym.

Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym w niemieckim Oberstdorfie dobiegły końca. Czempionat zdominowali Norwegowie, zdobywając aż 31 krążków. Polacy za sprawą dwóch medali wywalczonych przez skoczków uplasowali się na siódmej pozycji w tabeli medalowej.

Tegoroczne zmagania biegaczy, skoczków oraz kombinatorów norweskich stały pod znakiem covidowych obostrzeń. Brak kibiców, ciągłe testy, ryzyko zakażenia towarzyszyły sportowcom przez cały czas trwania imprezy. Organizatorzy dołożyli jednak wszelkich starań, by wszystko odbyło się zgodnie z planem, a zawodnicy mieli pełen komfort rywalizacji.

Polskim kibicom najwięcej radości przysporzyli skoczkowie. Dwa równe skoki na wagę złotego medalu w konkursie na normalnej skoczni oddał Piotr Żyła, dla którego to pierwszy indywidualny sukces w historii swoich występów na imprezie mistrzowskiej (Żyła ma w swoim dorobku tylko jeden indywidualny krążek MŚ – brąz sprzed dwóch lat na dużej skoczni w Lahti). Polak pokazał klasę i idealnie wstrzelił się z formą oraz dyspozycją na najważniejszy moment sezonu. Na podium znaleźli się jeszcze drugi Karl Geiger oraz trzeci Anze Lanisek.

Tuż za czołową trójką był lider klasyfikacji generalnej PŚ – Halvor Egner Granerud. Dla Norwega mistrzostwa skończyły się bardzo szybko, bowiem kilka dni później uzyskał on pozytywny wynik testu na koronawirusa.

Zdobywając tytuł mistrza świata, Żyła przeszedł do historii jako najstarszy zwycięzca w zawodach rangi mistrzowskiej.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Piotr Żyła (@piotr_zyla_official)

 

W drugim konkursie mistrzostw na dużej skoczni, Piotr Żyła uzyskał łącznie najdalszą odległość, ale zakończył zmagania czwarty. Polak stracił ponad 30 punktów ze względu na korzystny wiatr. Mistrzem świata został Stefan Kraft przed Johannem Andre Forfangiem i Markusem Eisenbichlerem.

Drużynowo Polacy również spisali się na medal. Całemu konkursowi towarzyszyła spora dramaturgia, bowiem po pierwszej serii aż pięć drużyn walczyło o medale. Różnice były minimalne i o wszystkim decydował tak naprawdę ostatni skok. Polska drużyna w składzie: Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Dawid Kubacki oraz Kamil Stoch do końca walczyła o złoto, ale skok Kubackiego był niewystarczający by pokonać Niemców oraz Austriaków. Poziom konkursu był niezwykle wysoki, emocje towarzyszyły nam do samego końca, przez co nie może być mowy o niedosycie. Polacy dźwignęli te zawody także mentalnie. Po piątkowym konkursie na dużym obiekcie obawialiśmy się o formę Kamila Stocha i Andrzeja Stękały, którzy wypadli słabo. W sobotę stanęli jednak na wysokości zadania i wywalczyli brązowe medale jako najstarszy, a zarazem najbardziej doświadczony zespół w całej stawce.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Kamil Stoch (@kamilstochofficial)

 

W biegach narciarskich niekwestionowaną królową była Therese Johaug. Norweżka zdeklasowała rywalki, zdobywając cztery złote medale (w biegu łączonym, biegu na 30 km techniką klasyczną, w biegu na 10 km techniką dowolną oraz sztafecie 4x5km). W dotychczasowej karierze Johaug wywalczyła już 14 złotych krążków mistrzostw świata. Tym samym w klasyfikacji wszech czasów Norweżka zrównała się z wybitną rosyjską biegaczką, Jeleną Wjalbe.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Therese (@johaugtherese)

 

Najwyżej z Polek klasyfikowana była Monika Skinder, która w eliminacjach sprintu zajęła 31. miejsce. Pamiętajmy jednak, że dla zarówno dla 19- latki, jak i pozostałych kadrowiczek – Izabeli Marcisz (40. miejsce w biegu łączonym), czy Karoliny Kalety imprezą docelową w tym sezonie były mistrzostwa świata juniorów rozegrane przed miesiącem w fińskim Vuokatti. Nasze reprezentantki wywalczyły tam trzy medale (złoto Skinder i Marcisz, brąz Kalety). Na imprezę seniorską jechały po doświadczenie oraz po to, by sprawdzić się w bezpośredniej walce na najwyższym poziomie.

Sensacją na koniec mistrzostw była dyskwalifikacja Johannesa Klaebo. Na królewskim dystansie to Norweg jako pierwszy przeciął linię mety, ale sędziowie dopatrzyli się nieprawidłowego wyprzedzania Aleksandra Bolszunowa. W rezultacie mistrzem świata w biegu na 50 km został Emil Iversen. Srebrny medal zdobył Bołszunow, a na trzecie miejsce wskoczył Norweg Simen Hegstadt Krueger.


Autor: Gabriela Koziara

Zdjęcie: Instagram

 

Gabriela Koziara

Pasjonatka sportu, w szczególności biegów narciarskich oraz piłki nożnej. Od dziecka wierna fanka Justyny Kowalczyk. Od kilku lat dumna kibicka Bruk-Bet Termaliki Nieciecza. :) Sportowiec amator.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *