Życie ze słownikiem- rozmowa z Filipem Zającem

Dlaczego mimo jasnych i wyraźnych znaków od losu uparcie chcemy działać odwrotnie? O tym i kilku innych sprawach opowiedział autor powieści Wigilia dnia zmarłych, Filip Zając.

Karolina Augustyn: Jak się pisze gżegżółka?

Filip Zając: Ż pierwsze, ó, ż drugie.

 

A jak pisze się póki?

Przez „ó”.

 

A chwalipięta?

Ch, nie chce być inaczej, no i pięta, ę.

 

To może tutaj Cię złapię, podróż?

Podróż… Róż, ó i ż.

 

Ostatnia szansa, żeby złapać Cię na błędzie, wniebowzięty?

Razem!

 

Brawo! To o co chodzi? Jesteś dysgrafem, dysortografem i dyslektykiem, a na wszystkie moje pytania-haczyki odpowiedziałeś prawidłowo.

Ja mogę znać zasady, ale w trakcie pisania nie potrafię się do nich zastosować. W trakcie weryfikowania mojej dysleksji, jednym z testów był właśnie taki, który sprawdzał znajomość zasad. Musiałem opisać wszystkie możliwe normy, które istnieją. Podobno byłem jednym z niewielu ludzi w tym ośrodku, którzy odpowiedzieli bezbłędnie, miałem sto procent skuteczności. A mimo to, pisząc, sadzę błąd za błędem.

 

W porządku, czyli zdałeś test na sto procent, znasz zasady, to w jaki sposób stwierdzono u Ciebie to pełne spektrum dys?

Zaczęło się od tego, że w drugiej klasie szkoły podstawowej, nie potrafiłem wciąż czytać, kompletnie. Wyszło to dopiero na teście, który weryfikował szybkość czytania u dzieci. Nie wiedzieć jakim sposobem, ale udało mi się przeskoczyć ten wcześniejszy etap. Za każdym razem, kiedy zadawano nam czytanki, byłem na tyle sprytny, że potrafiłem się tych historii nauczyć na pamięć i deklamować je, zamiast czytać je z kartki.

 

Chcesz mi powiedzieć, że nauczyłeś się Elementarza na pamięć?

Na to wychodzi… To są historie, które zapamiętałem w tej formie, powtarzane przez moich rodziców i nauczycieli. A te czasy są już trochę okryte mgłą niepamięci.

 

Wracając do wyrazów, o których rozmawialiśmy na początku… Widziałam u Ciebie kilka błędów w tekście pisanym. Może po prostu nie wszystkie zasady są Ci znane?

Bardzo dużo pracowałem i pracuję nad tym, żeby tych błędów nie popełniać. Gdy się okazało, że nie potrafię czytać, zostałem skierowany do psychologa szkolnego, który miał zweryfikować tę podejrzewaną dysleksję. I tu ciekawostka, dysleksji nie bada się, sprawdzając, czy zna się zasady, czy nie. W przypadku małych dzieci chwyta się je i ustawia w odpowiedni sposób, obserwując ich reakcję fizyczną. Dysleksja jest znacznie bardziej skomplikowaną dysfunkcją, niż nam się wydaje, istniała przed wynalezieniem pisma.

 

To w jaki sposób pracowałeś nad tymi dysfunkcjami?

Najpierw tata zastosował na mnie taką baaardzo starą i lubianą przez niego metodę, czyli pisanie jednego wyrazu sto razy. Niestety wyglądało to tak, że nawet w końcówce, po napisaniu kilkadziesiąt razy danego wyrazu poprawnie, popełniałem błąd. Mam zeszyt stukartkowy cały zapisany słowem „który”. Na ostatniej stronie są trzy błędy…

 

Nudziło Cię to?

Strasznie. I dlatego z tatą przeforsowałem taki układ, żebym pisał historie w Wordzie. Żeby to miało dla mnie jakiś sens, nie było bezintencyjne i bezmyślne.

 

To właśnie wtedy narodziło się marzenie, żeby zostać pisarzem?

Chyba tak. Wtedy spodobało mi się wymyślanie i spisywanie historii.

 

Tak na logikę, jeśli ktoś popełnia błędy w działaniach matematycznych, nie marzy o karierze matematyka, to dlaczego osoba z pełnym spektrum dys chce żyć z pisania? Mogłeś przecież pójść na łatwiznę i obrać zupełnie inną ścieżkę.

Myślę, że ciekawszym przypadkiem byłby kierowca rajdowy, który jest dyslektykiem, niż pisarz z taką dysfunkcją. Dyslektycy mają problem z kontrolowaniem swojego ciała. Ja nie jestem wcale takim hardkorowym przypadkiem. Żarty o blondynkach za kierownicą samochodu, prawdopodobnie, mogą być żartami o blondynkach z dysleksją.

 

W tym roku, w kwietniu, miała premierę Twoja książka, jak wyglądała Twoja droga, relacja z osobami, które tę książkę redagowały? Dużo było korekt?

Bardzo dużo, co najmniej dziesięć. Nie tylko moje wydawnictwo się tym zajmowało, ale też znajomi i przyjaciele.

 

Czy od czasu premiery dotarły do Ciebie jakieś sygnały o błędach, których nie wychwycono w korekcie?

Na szczęście nie było takiej sytuacji. Tych korekt było bardzo dużo. W pewnym momencie dosłownie cytowałem swoją książkę, a jednak jest w niej trochę stron. Daliśmy radę, wszystko było dokładnie sprawdzone.

 

Te korekty Cię nie zniechęciły?

Absolutnie nie! Planuję wydać kolejną książkę, mam bardzo dużo pomysłów, jednak trochę brakuje mi czasu. Niektóre dzieła powstają bardzo powoli, dzięki temu mają w sobie znacznie więcej głębi. I właśnie na to liczę.

 

Nawiązując jeszcze do korekt, chciałam zapytać o Twoją dziewczynę, wiem, że jest na pierwszej linii frontu, czy to ona jest pierwszym czytelnikiem/recenzentem/krytykiem Twoich tekstów?

Owszem, tak jest, nie wiem czy Ewelinka jest z tego powodu bardzo szczęśliwa. Na początku wyszukiwanie moich błędów dawało jej pewnego rodzaju satysfakcję, obecnie może być tym odrobinę znużona, ale mam nadzieję, że wytrwa!

 

Na koniec powiedz mi, proszę, skąd wziął się pomysł na Wigilię dnia Zmarłych ?

Główną inspiracją do jej napisania był tekst Edgara Allana Poego. Uważa się go za ojca powieści detektywistycznej. Wykreowana przez niego postać uznawana jest za pierwowzór Sherlocka Holmesa.  Czysta kalka. I właśnie to chciałem mu wynagrodzić, to, że blichtr i blask spadł na kogoś innego. Allan Poe używał bardzo skomplikowanego języka, przekład Bolesława Leśmiana mi tego nie ułatwiał, zdecydowałem, że chcę zachować taką stylistykę. W konsekwencji nieco utrudniło mi to późniejsze wydanie książki.

 

A owa została wydana przez…?

Wydawnictwo Psychoskok. Mam całą listę mailingową, około 100 adresów do wydawnictw. Najbardziej liczyłem na Wydawnictwo Vesper. I oni dobrze o tym wiedzą (śmiech). Ile razy ja pisałem do Wydawnictwa Altenberg… po kolejnej odmowie przestałem już to zliczać.

 


Autor: Karolina Augustyn

Zdjęcia: archiwum własne

 

Karolina Augustyn

Jak zostać omnibusem? Kompulsywnie kupuj książki, buduj z nich stosy wstydu, które następnie stworzą literacką fortecę. Zuchwale nazywaj rzeczy po imieniu, analizuj, goń za faktami i bryluj wśród fascynującego uniwersum fikcji. A jak już uświadomisz sobie, że świat jest niemożliwy do ogarnięcia, zachwycaj się nim, ludźmi i prozą życia. I zostań ze mną, przeczytaj o kulturze. Dobrze jest być kulturalnym, prawda? PS W moim sercu mieszka Podkarpacie.

One thought on “Życie ze słownikiem- rozmowa z Filipem Zającem

  • 22 grudnia, 2020 o 7:18 pm
    Permalink

    Wywiad znakomity, miałam przyjemność wysłuchania go na żywo. Dziękuję za użycie mojego zdjęcia 🙂 P.S. Filip cieszę się, że mogę Ci pomagać w pierwszych korektach 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *