Dalej w Płock-punk

Po trzech latach dostaliśmy kolejny wytwór Schröttersburga – postpunkowego trio z Płocka. Po znakomitej, introspekcyjnej Melancholii ukazali nam album, który nawiązuje do okupacyjnej historii ich miasta – Dalet.

Dalet to czwarty album trio z Płocka, ale też czwarta z kolei litera hebrajskiego alfabetu. Nowa płyta jest zadedykowana ofiarom płockiego getta i została wydana w 80. rocznicę jego likwidacji przez nazistów. Dwa utwory znalazły się także na ścieżce dźwiękowej filmu W otchłań cieni, który upamiętnia to właśnie wydarzenie. Warto również w tym miejscu przypomnieć, że nazwa grupy Schröttersburg pochodzi od okupacyjnej nazwy ich miasta Płocka.

Muszę przyznać, że stawiałem płycie duże oczekiwania, bo w jej poprzedniczce Melancholii byłem zakochany po uszy. Okazało się, że nowy singiel Bar do zaskoczył mnie tak mocno, że aż zmusił do zresetowania własnych uprzedzeń. Różnica na Dalecie jest z miejsca wyczuwalna, przez co łatwo zapomnieć o poprzednich dokonaniach zespołu i oddać się w pełni ich świeżej propozycji. Brzmienie jest pełniejsze, słychać dużo industrialnych uderzeń, ale też więcej rozmytych przestrzeni. Wyrafinowany, zimny post-punk Schröttersburga wszedł w nową fazę.

Płyta nie jest spieszna, ale w swojej intensywności dość ciężka. Podczas pierwszego odsłuchu, kiedy dopiero zaznajamiałem się z nowym jakże innym od poprzednich materiałem, miałem wrażenie, że ten mnie mieli. Moim faworytem jest zdecydowanie utwór M67. W całej tej machinie pełni rolę swego rodzaju destrukcyjnego transu. Instrumentalna pętla obraca się bez pośpiechu i z każdym kolejnym razem uderza mocniej.

Poprzedni album był czytelniejszy, ten zostawia słuchacza z większą satysfakcją. Kiedy Dalet mnie przeżuł i w końcu wypluł poczułem, że przepracowałem w sobie pewną lekcję. Nie jest to materiał do przyjemnego słuchania, ani też płyta do nurzania się w nostalgiczno-mrocznych uczuciach. To album, który wystawia na głęboką konfrontację z rzeczami dużo większymi i silniejszymi od nas wszystkich.

I co tu jeszcze pisać? Wchodzić na bandcampa i słuchać! Mój dramatyczny opis może nie jest zbyt zachęcający… Musisz więc Czytelniku uwierzyć na słowo, że jest w Płocku taki zespół, który co prawda inspiruje się starą nową falą, ale tworzy rzeczy absolutnie niestworzone i na przekór niesprzyjającej pandemii w to, co robi, włoży całe swoje serce i je przed tobą rozpruje.


Autor: Grzegorz Śnieg
Zdjęcie: pixabay.com

Grzegorz Śnieg

New Model Army w uszach, aparat w ręku, brak lęku w sercu. Tak zwiedzam miasto. W przerwach między spacerami a studiami oglądam filmy na DVD. W przyszłości chciałbym męczyć potomnych produkcjami Noah Baumbacha, tak jak mnie dręczono "Czterema pancernymi i psem".

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *