Nowy rozdział kronikarzy punka

Nowy album legendy punk rocka? Po takiej zapowiedzi nie każdy spodziewa się fajerwerków. Napiszę zatem, że Dezerter dorzucił swoją kolejną cegiełkę w budowaniu zbiorowej świadomości i historii. Nosi ona imię Kłamstwo to nowa prawda.

Dezerter jaki jest każdy słyszy. Gitarowe riffy, wykrzyczane refreny, prosty przekaz od człowieka dla człowieka. Tak było, jest i będzie. Coś się jednak z lekka odmieniło. Nowa płyta nabrała swego rodzaju mroku. Zwykle u Dezertera dostrzegalny był cień uśmiechu, nawet w najtrudniejszej walce. Teraz gdy słucha się Idziemy po was czuć nawet nie gniew, tylko konieczność – smutną konsekwencję. Ta szczera radość z bycia dezerterem została gdzieś z tyłu.

To jednak wciąż zespół punkowy, który przekazuje swoje myśli w najprostszy możliwy sposób. Każdy znajdzie do tych tekstów punkt odniesienia w miejscach, ludziach i wydarzeniach, które widzimy na ulicach lub przez pryzmat mediów. System, kontrola, wojny – wszystko to co kojarzymy z tematyką punka. Dezerter siedzi w niej głęboko, ale nie trzeba chyba tłumaczyć, że wynika ona po prostu z percepcji rzeczywistości, a nie jakiegoś dziwnego fetyszu. Przekaz jest jak zawsze aktualny i szczery.

Godne podziwu jest to, że przez tyle lat muzycznej działalności Dezerter praktycznie nie zmienił stylu. Ktoś mógłby powiedzieć, że to powtarzalność i nuda, ale w tej konsekwencji jest też coś innego. To pomost między teraźniejszością a przeszłością. Ja jako podrostek nie pamiętam czasów świetności Dezertera, ani rzeczywistości, w której żyli. Kiedy słyszę jak grają i śpiewają o tym co dzieje się teraz, mogę się lepiej ustosunkować do ich twórczości z przeszłości. I w mojej opinii tę rolę muzycznego kronikarza Dezerter spełnia dziś lepiej niż Kazik Staszewski. Póki zespół będzie nagrywał nowe płyty, żywa będzie nie tylko ich najnowsza muzyka, ale też ta najstarsza.

Mam jednak wrażenie, że w tej formie zmieściłoby się coś więcej. Perkusista Krzysztof Grabowski na antenie Radia Nowy Świat prezentuje całą gamę niezależnej muzyki. Młodzi artyści eksplorują wciąż nieodkryte rejony (chociażby punka), a mało z tego przepływa do muzyki Dezertera. Nowy materiał zespołu trwa 27 minut i w tej postaci niestety trudno byłoby przyjąć więcej, a proszę mi wierzyć chciałoby się więcej.

Niemniej wdzięczny jestem za to, że niezależna grupa, która wyrobiła sobie niegdyś miano legendy, wciąż nagrywa świeży materiał. Mimo że mało w nim nowych pierwiastków, to zawsze jest to jakiś przystanek, skłaniający do refleksji: gdzie się właściwie teraz w historii znajdujemy? A świadomość, że jest to tylko fragment żyjącej legendy, która zapewne w ciągu kilku lat ukaże nam swoje kolejne oblicze, napełnia człowieka swego rodzaju paliwem.


Autor: Grzegorz Śnieg
Zdjęcie: pixabay.com

Grzegorz Śnieg

New Model Army w uszach, aparat w ręku, brak lęku w sercu. Tak zwiedzam miasto. W przerwach między spacerami a studiami oglądam filmy na DVD. W przyszłości chciałbym męczyć potomnych produkcjami Noah Baumbacha, tak jak mnie dręczono "Czterema pancernymi i psem".

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *