O włoskich wyspach, aktorstwie, kulturze i dziennikarstwie – dr Ewa Baszak (WYWIAD)

„W swoim życiu dużo podróżowałam […]. W każde wakacje, ferie, wręcz prześladowała mnie myśl, że muszę wyjeżdżać. Teraz potrzebuję po prostu zostać na dłużej w jednym miejscu” – w rozmowie z Agatą Jurewicz mówi dr Ewa Baszak, wykładowczyni Uniwersytetu Wrocławskiego.

Agata Jurewicz: Jak wspomina Pani swój proces edukacji, od szkoły podstawowej po uczelnie wyższą?

Ewa Baszak: Dużo tego było. Szkoła podstawowa standardowa, a w liceum znalazłam się w klasie włoskojęzycznej. Tak zaczęła się moja przygoda z językiem włoskim, choć wtedy nie myślałam, że będę wiązać z nim dalszą karierę naukową i zainteresowania. Po szkole średniej, w której dużo miałam zajęć humanistycznych, stwierdziłam, że jako kierunek studiów wybiorę dziennikarstwo i komunikację społeczną. Bardzo chciałam startować do szkoły aktorskiej, ale jeszcze wtedy mówiłam sobie: „lepiej dziennikarstwo, teatr zawsze może być gdzieś na boku”.

Jak ocenia Pani na swoją decyzję z perspektywy czasu?

Po latach wydaje mi się, że wtedy trochę stchórzyłam. Może nie chciałam słyszeć odmowy? Studia dziennikarskie wydały mi się bezpieczniejsze. Po obronie licencjatu wyjechałam na Erasmusa do Turynu, północno-zachodniej części Włoch, podszkoliłam język, poznałam kulturę włoską i kino włoskie.  Nie żałuję tamtej decyzji.

Temat Pani pracy doktorskiej to „Kinematografia i literatura sardyńska, a tożsamość regionalna”. Jak zrodził się pomysł na tę pracę?

Po dziennikarstwie stwierdziłam, że trochę brakuje mi wiedzy. Mam na myśli to, że zajęcia były głównie praktyczne, np.: jak przeprowadzić wywiad, kreatywne pisanie, PR. Należałam wtedy również do telewizji studenckiej działającej przy Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu „Kampus TV”. Bardzo miło wspominam ten okres i sporo umiejętności z niego wyniosłam. Jednak brakowało mi teorii, zwłaszcza teorii literatury. Na studia magisterskie wybrałam filologię klasyczną z kulturą śródziemnomorską. Po tym okresie wyjechałam na praktyki do szkoły językowej dla cudzoziemców w Milazzo na Sycylii. Podczas studiów doktoranckich wykorzystałam Erasmusa maksymalnie, ponieważ aż dwa razy byłam w Cagliari, stolicy Sardynii. Tam poznałam kino i literaturę sardyńską.  Zbierałam materiał naukowy na temat tożsamości wyspiarzy, ale i doświadczenie życiowe.

Czy w tym wszystkim znalazło się miejsce na teatr? Miał być obecny „gdzieś na boku”.

W Cagliari w Teatro delle Saline wystąpiłam w paru spektaklach. Zaczęło się od zwykłych warsztatów teatralnych, później zaproponowano mi, żebym została na dłużej. Tam podjęłam decyzję o dalszej edukacji w kierunku aktorstwa i po powrocie do Polski zapisałam się do dwuletniej zaocznej szkoły aktorskiej SPOT w Krakowie. To doświadczenie pomaga mi przy prowadzeniu takich przedmiotów, jak „wystąpienia publiczne”, czy „metody prezentacji osobistej” na Uniwersytecie. Aktualnie należę do niezależnej grupy teatralnej przy Pawilonie Czterech Kopuł, do Teatru Czterech.

Jakim teatrem jest Teatr Czterech, dramatycznym, komediowym?

Pawilon Czterech Kopuł to Muzeum Narodowe. Znajdują się w nim wystawy stałe i tymczasowe. Jako że teatr działa w ścisłej współpracy z muzeum, kiedy kończy się jakaś wystawa, tworzymy do niej spektakl lub performans, w zależności od tego, co czujemy. W przyszłym miesiącu odbędą się tzw.: „preteksty”, czyli czytanie do obrazu. To my interpretujemy sztukę, każdy z aktorów reżyseruje swoje wystąpienie pod okiem założycielki naszej grupy – Justyny Oleksy. W teatrze dramatycznym grałam w Cagliari.

Ostatnio dużo mówi się o przemocy psychicznej skierowanej w stronę uczniów szkół teatralnych i w samym środowisku ludzi teatru. Czy ma Pani podobne doświadczenia? Co może Pani powiedzieć o tym środowisku ze swojej perspektywy?

Miałam szczęście poznać trochę inną społeczność niż ta, o której myśli się stereotypowo. Nie kończyłam typowej „państwówki”, trafiłam do Krakowskich Szkół Artystycznych, które nie wywierały takiej presji. Dodatkowo ludzie, którzy tam studiowali, byli w różnym wieku i na różnym etapie życia. Tak samo Teatr Czterech, są w nim ludzie, którzy robią to, co kochają. Nasza praca dla tego teatru odbywa się za darmo i być może z tego powodu wszystko inaczej funkcjonuje. W środowisku, o którym pani mówi, ja bym się nie odnalazła. Mam zbyt dużą wrażliwość, nie lubię presji, nacisku, stresu.

Czas studiów, o którym Pani opowiada, rysuje się wręcz bajkowo. Wierzę w to wszystko, ale w życiu, również w życiu studenta, trzeba chodzić na kompromisy, borykać się z wieloma problemami.  Od razu nasuwa się pytanie o sferę finansów, jak radziła sobie Pani na tej płaszczyźnie?

Rzeczywiście, w moim przypadku pasja nie przynosiła pieniędzy. Pracowałam od czasów szkoły średniej, robiłam wiele rzeczy. Sprzedawałam laptopy, części samochodowe, brałam umowy zlecenie, prace weekendowe oraz wiele męczących projektów. Trzeba było sobie jakoś radzić. Dlatego teraz rozumiem studentów, którzy muszą zaliczać jakieś przedmioty eksternistycznie, sama przez to przeszłam. Nawet podczas Erasmusa pracowałam dorywczo.

Planuje Pani dalsze podróże?

W swoim życiu dużo podróżowałam, przedłużałam te Erasmusy jak mogłam, zbaczając do wielu różnych miejsc. Ostatnio na Węgrzech odwiedzałam starych znajomych. Trochę pandemia spowodowała, że tych podróży było teraz mniej, a trochę już nie czuję takiej potrzeby. W każde wakacje, ferie, wręcz prześladowała mnie myśl, że muszę wyjeżdżać. Teraz potrzebuję po prostu zostać na dłużej w jednym miejscu.

Co skłoniło Panią do zostania wykładowczynią?

To przyszło dosyć płynnie, już podczas studiów doktoranckich prowadziłam zajęcia i dążyłam do tego, żeby zostać po tej drugiej stronie. Bardzo to lubię, więc łączę pasję z pracą. Choć z tego powodu nie mam za dużo czasu dla teatru, to jednak niektóre przedmioty, które prowadzę, są mocno teatralne. Przerabiam ze studentami dużo literackich tekstów i pracujemy nad wystąpieniami publicznymi. Niekiedy nie jest wcale łatwo, tej pracy naukowej bywa bardzo dużo dla pracownika uczelni.

Aktualnie na rynku pracy mamy spory kryzys, chociażby z powodu pandemii, która rzuca widmo zamknięcia wielu firm i redukcję etatów. Co Pani radzi studentom, którzy już za chwilę będą musieli zmierzyć się z tą rzeczywistością? Czy według Pani jest jakiś „pewny” zawód?

Pewną branżą jest branża badawczo-naukowa, tak mi się wydaje. Nawet jak jest lockdown, można kontynuować swoją pracę. Faktycznie, teraz na rynku pracy jest trudno. Pamiętam, jak gdy zaczęła się pandemia, taksówkarz, który mnie podwoził, opowiadał, że musi dorabiać sobie jako budowlaniec, wielu ludzi musiało zmienić branżę. W takich trudnych sytuacjach myślę sobie, że najważniejsze jest pozytywne myślenie. Zawsze sobie powtarzam: „w końcu los się odwróci i znów do nas uśmiechnie”.

Jakie ma Pani plany na przyszłość?

Chciałabym skupić się na sferze naukowo-artystycznej. Obecnie chodzę na warsztaty ze scenariopisarstwa. Jest to coś, co mnie pociąga. Podczas prób do spektakli, zauważyłam już jakiś czas temu, przyszło mi do głowy, że chciałabym reżyserować sztuki. Na chwilę obecną mam mało czasu, ale  to są moje plany na przyszłość.


Autor: Agata Jurewicz

Zdjęcie: Archiwum prywatne

Agata Jurewicz

Pochodzę z miejscowości położonej przy styku trzech państw Niemiec, Polski i Czech. Od kilku lat mieszkam we Wrocławiu. Jestem zawodowym aktorem musicalowym i serialowym. Moją drugą pasją jest pisanie. Uwielbiam rozmawiać z ludźmi. Szczególnie cenie sobie kreatywność, pracowitość i optymizm, którym sama staram się dzielić. Radość czerpię z podróży, słonecznych dni, muzyki i spacerów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi