Czy technologia burzy piękno kolarstwa? – rozmowa z Maciejem Paterskim

Spory na temat ingerowania technologii w sporcie nie dotyczą jedynie piłkarskiego systemu VAR. W kolarskim świecie, równie dzielącym odpowiednikiem jest stała łączność komunikacyjna na linii zawodnik-dyrektor sportowy. Jak wpływa ona na przebieg wyścigu i czy można się bez niej obyć? Odpowiada mistrz Polski Maciej Paterski.

Technologia nie puka już nieśmiało do drzwi sportowego świata. Z roku na rok rozgaszcza się ona coraz bardziej we wszystkich dyscyplinach, nieco redefiniując ich tradycyjne formy. Postęp technologiczny jest krokiem w przód, jednak nie dla wszystkich kibiców i sportowców jest to krok w odpowiednim kierunku.

W piłce nożnej system VAR powoli zadomawia się w świadomości kibiców, ale nie dla wszystkich jest on mile widziany. Z założenia ma eliminować błędy ludzkie i dokonuje tego z powodzeniem. Sama procedura nadal pozostawia jednak dużo do życzenia. Długi czas oczekiwania na właściwą decyzję oraz liczne odwoływanie na pozór prawidłowych bramek znacząco wpływają na płynność widowiska. Federacje piłkarskie cały czas pracują nad przyspieszaniem procesu weryfikacji, ale całkowite wyeliminowanie tych niedociągnięć może potrwać jeszcze kilka dobrych sezonów.

Zachwianie efektowności dyscypliny przez różne rozwiązania techniczne wzbudza ambiwalentne odczucia również w kolarstwie. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat spór: romantyzm vs. nowoczesność toczy się wokół używania słuchawek i radia przez zawodników.

Dzięki stałej łączności z wozem zachowania kolarzy są bardziej przewidywalne, ponieważ ich praca ogranicza się do wykonywania poleceń przez dyrektorów sportowych. Przynajmniej w taki sposób odbierają to przeciwnicy tej technologii. Dla nich, wszechwiedzący obserwator decyduje o losach wyścigu.

Z kolei zwolennicy radia postrzegają przesłanki o wprowadzeniu jego zakazu jako “cofnięcie się w zamierzchłą epokę, podczas gdy świat dookoła się unowocześnia i globalizuje”. Tak już w 2011 roku komentował to Jens Voigt, zwycięzca Tour the Pologne z 2008 roku. Jego postawa nie wynika bynajmniej z chęci ułatwienia sobie sportowego życia. Większość kolarzy chce używać radia, bo zwiększa ono ich bezpieczeństwo.

“W niektórych sytuacjach monitorowanie każdego zawodnika jest naprawdę istotne, ponieważ dochodzi do groźnych wypadków” – komentuje Maciej Paterski, zawodnik Voster ATS Team i tegoroczny mistrz Polski. Co sądzi on o wpływie radia i słuchawek na oblicze kolarstwa?

Miłosz Szade: Co sądzi Pan o używaniu słuchawek i radia w kolarstwie? Większość kolarzy chce ich używać, podając jako główny argument kwestie bezpieczeństwa, natomiast przeciwnicy trwałej łączności z wozem postrzegają udział technologii jako swego rodzaju odhumanizowanie dyscypliny. Gdzie Pan jest w tym sporze i jak osobiście preferuje Pan jeździć?

Maciej Paterski: Byłbym chyba gdzieś pośrodku. Używanie słuchawek ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony faktycznie zwiększają one bezpieczeństwo, a także świadomość tego co dzieje się na wyścigu. Na zawodach występuje od 160 do nieraz 190 zawodników. Drogi są wąskie i kręte. Pomimo bardzo dobrych zabezpieczeń tras, na etapie 200 km mogą zdarzyć się różne rzeczy – dobrze jest wtedy znać ewentualne niebezpieczeństwo.

Z drugiej strony za sprawą technologii wyścig jest nieco kierowany z samochodów. To jedno z zadań dyrektorów sportowych. Oczywiście przed każdym wyścigiem robią nam oni odprawę, ale dużo wskazówek jest też udzielanych przez radio – czy zacząć gonić, czy zacząć atakować. Radio sprawia, że wyścig jest nieco bardziej przewidywalny.

To właśnie większa przewidywalność wyścigów jest głównym argumentem przeciwników technologii, zwłaszcza sponsorów największych imprez. Według nich brak łączności  uatrakcyjnia widowisko dla widza. Dowodem tego był np. start kobiet na olimpiadzie w Tokio (łączność na igrzyskach jest zakazana), w którym Holenderka Annemiek van Vleuten wjeżdżając na metę myślała, że jest pierwsza, a w rzeczywistości straciła około minuty do pierwszej  Anny Kiesenhofer. Technologia eliminuje element zaskoczenia.

Widziałem te sytuacje i szczerze mówiąc jest to dla mnie nie do pomyślenia, że na imprezie takiej rangi miała ona miejsce. Nie mieści mi się w głowie, że żaden z przejeżdżających motorów nie poinformował wcześniej Holenderki, ile czasu traci do przeciwniczki. Z własnego doświadczenia wiem, że czasami tego motoru nie ma przez długi czas, ale w końcu się pojawia. Na olimpiadzie taki poziom dezinformacji jest bardzo zaskakujący. Cała sytuacja była jeszcze dziwniejsza patrząc na fakt, że przecież Austriaczka godzinami uciekała od peletonu – jej rywalki powinny więc zarejestrować, że może znajdować się na czołowej pozycji.

 A czy sportowiec powinien się przejmować, czy jego dyscyplina jest lub nie jest bardziej atrakcyjna z perspektywy widza?

Aktualnie radia występują na najwyższym szczeblu kolarstwa, a na zawodach niższej rangi są już zakazane. Jestem więc przyzwyczajony do jeżdżenia bez słuchawek. W tym roku jechałem może 2-3 razy z radiem i powiem szczerze, że bez niego jest okej. Znam też kolarzy, których denerwuje ciągłe słuchanie komend. Zwłaszcza, kiedy nie są w stanie ich wykonać.

Trudno mi ocenić, czy obecność radia robi kibicowi jakąś różnicę. Dla mnie, tak naprawdę jest ono zupełnie obojętne. Mogę z nim jechać, mogę też bez. Wiele wyścigów z radiem też jest bardzo interesujących i spektakularnych.

Według Cezarego Zamany radzenie sobie bez technologii odróżnia kolarzy najwybitniejszych od całej reszty. Radio i słuchawki nie są więc zbyt dużym ułatwieniem dla słabszych, a jednocześnie niesprawiedliwością wobec najlepszych zawodników? 

Technologia na pewno jest ułatwieniem na trasach, na których zawodnicy znajdują się po raz pierwszy, zwłaszcza na wyścigach wysokiej rangi. Jest ona tym bardziej pomocna, jeżeli te trasy są specyficzne pod względem krętości i wąskości dróg. Wówczas wsparcie dla zawodników z samochodów od dyrektorów sportowych, znających te drogi jak własną kieszeń, jest nieocenione. Kolarz wie, kiedy powinien jechać spokojnie, kiedy uderzyć do przodu, a kiedy nie warto się pchać. Jest to ogromne ułatwienie dla nowych zawodników, którzy debiutują na danej trasie.

Świadomość, kiedy powinno się przyśpieszyć, jest bardzo ważna. Bez wcześniej zdobytego doświadczenia z danej drogi nie da się wyrobić tego przeczucia. Nie uważam więc, aby zdobywanie takich informacji z radia było niesprawiedliwe – dzięki temu debiutanci mają szanse zaskoczyć.

Tak więc lepiej iść z duchem czasu czy trzymać się tradycji?

Uczono mnie od małego, że od startu do mety trzeba być maksymalnie skupionym. Trzeba mieć na uwadze kto i kiedy odjeżdża oraz ilu zawodników znajduje się w czołówce. Gdyby każdy zawodnik był tak skupiony, być może te radia nie byłyby aż tak potrzebne. Do gry ponownie wchodzi jednak kwestia bezpieczeństwa. W niektórych sytuacjach monitorowanie każdego zawodnika jest naprawdę istotne, ponieważ dochodzi do groźnych wypadków. Tak jak wspomniałem na samym początku: widzę zarówno plusy i minusy w kwestii używania radia w kolarstwie. Nie da się rozstrzygnąć tego w jednoznaczny sposób. Jestem i trochę za, i trochę przeciw.


Autor: Miłosz Szade

Zdjęcie: PsyCat Games

Miłosz Szade

Pochodzę z wielkopolski, a obecnie studiuję i pracuję we Wrocławiu. Wymarzona praca? Oczywiście Dunder Mifflin Papier Company. Sport jest moim głównym źródłem zainteresowań i to jemu zamierzam poświęcać jak najwięcej czasu. Jestem również otwarty na wszelakie teksty kultury, zwłaszcza te z udziałem Toma Hanksa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi