Nowa choroba cywilizacyjna – zwykła moda czy poważny problem?

Depresja to nie tylko inspiracja do nowo powstających trendów w społeczeństwie XXI wieku. To ciężka choroba, której nie da się wyleczyć wyjściem na kawę z koleżankami. O jej przyczynach, sposobie leczenia i powiązaniach rozmawiamy z dr Małgorzatą Gocman z Zakładu Psychologii Klinicznej i Zdrowia oraz z dr Agnieszką Nomejko – seksuologiem klinicznym i psychoterapeutką poznawczo-behawioralną.

 

K.K: Chciałabym zacząć od pewnego sprostowania. Pracownik szpitala psychiatrycznego powiedział mi jakiś czas temu, że depresja nie jest uznawana za chorobę psychiczną, jaką jest np. schizofrenia. Jeśli to prawda, to czym tak właściwie jest depresja?

M.G: Depresja jak najbardziej jest zaburzeniem psychicznym, co wykazuje zarówno ICD11, którą się posługujemy w Polsce i w Europie, jak i DSM5, którą się posługują Amerykanie. ICD11 i DSM5 to klasyfikacje zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania. Lekarze-psychiatrzy, w celu zdiagnozowania swoich pacjentów, posługują się właśnie nimi. Za pomocą symptomów przypisują dane zaburzenie do jednostki chorobowej.

K.K: Jakie rodzaje depresji wyróżniamy?

M.G: Mamy dużo rodzajów depresji. Ogólny podział mówi o trzech grupach: depresja lekka, umiarkowana i ciężka. Należy wspomnieć również o zaburzeniu, które przypomina depresję, natomiast podlega osobnej klasyfikacji. Nazywane jest dystymią i objawia się długotrwałym obniżeniem nastroju, które trwa około dwóch lat i nie zmienia się pod wpływem jakichkolwiek czynników. Ono jest oczywiście nieprzyjemne i przykre, ale nie upośledza tak bardzo funkcjonowania jak depresja.

K.K: Jak w ostatnich latach zmienił się współczynnik zachorowań na depresję?

M.G: Nie da się ukryć, badania wykazują zdecydowany wzrost, natomiast ośmielę się wysunąć podejrzenie, że prawdopodobnie zwiększył się nie tyle sam współczynnik, co dostępność lekarzy, wiedza i świadomość w społeczeństwie. Ludzie coraz częściej chodzą do psychiatry. Kiedyś to był temat tabu, a dziś przełamuje się go nie tylko poprzez samo uczęszczanie na terapię, ale publiczne dzielenie się tym doświadczeniem. Prawdopodobnie właśnie przez to statystyki pokazują, że depresji jest coraz więcej. Trudno powiedzieć. Można jedynie przypuszczać, że występowała w podobnej skali, jednak nie była diagnozowana.

Osobiście uważam, że przyczyną wzrostu tego wskaźnika jest obecny styl życia. Odczuwamy przymus dążenia do pewnego ideału, który jest społecznie lansowany, ale jednocześnie niemal nieosiągalny. Weźmy za przykład wizerunek kobiety: szczupła, piękna, młoda, dobrze wykształcona. Ma świetną, dochodową pracę, dzięki której stać ją na własny samochód, markowe ubrania i zagraniczne wakacje kilka razy w roku. Jednocześnie najlepiej jakby była jeszcze matką i to wszystko godziła ze sobą. Nie oszukujmy się: to jest wizja, której nie podobna sprostać. Kobieta ma do spełnienia wiele ról społecznych: być dobrym pracownikiem, kochającą i troskliwą matką, a także atrakcyjną partnerką. Ona oczywiście będzie próbowała do tego dążyć, a wynikiem natłoku tych starań okaże się wycieńczenie organizmu, co różnie skutkuje. Jedną z konsekwencji może być właśnie depresja.

K.K: A wszystko to jest jeszcze nakręcane przez media społecznościowe.

M.G: Tak, one są w XXI wieku głównym narzędziem używanym do propagowania takiego wizerunku, ale nie zapominajmy także o reklamach, czy filmach.

K.K: Depresja występuje samodzielnie czy może jej towarzyszyć postawanie innych chorób?

M.G: Bardzo często u pacjentów depresja współwystępuje z lękiem. Nieleczona oczywiście się pogłębia, mogą dołączyć się objawy psychotyczne, ale także osłabienie niektórych narządów organizmu. Zdarza się, że pacjenci przejawiają objawy kilku różnych zaburzeń, a nawet całe zespoły i jedynie na podstawie dominujących określa się zaburzenie. Takie czyste przypadki właściwie zdarzają się bardzo rzadko.

K.K: To może oznaczać, że nawet jeśli u naszego bliskiego nie zauważamy niektórych symptomów, to i tak należy zgłosić go do specjalisty?

M.G: Ależ oczywiście. Nie zapominajmy, że to choroba, która może prowadzić nawet do śmierci. Ludzie pogrążeni w ciężkiej depresji mogą się targać na własne życie, ponieważ myśli samobójcze są właściwie jednym z głównych symptomów depresji. Takich spraw nie powinno się bagatelizować. 

A.N: Jeśli objawy obniżonego nastroju, smutku, melancholii trwają nieprzerwanie przez dwa tygodnie jest to sygnał alarmowy. Możemy też zauważyć zmiany biologiczne oraz takie, które wpływają na nasze myślenie. Uważamy, że nic dobrego nas nie czeka, że życie nie ma sensu. Warto wtedy skonsultować się z lekarzem.

J.S: W jaki sposób choroba wpływa fizycznie na organizm człowieka?

A.N: Każda osoba może doświadczyć depresji, a jej znajomi, czy osoby z tego samego środowiska czasami niedowierzają, ponieważ dane zachowanie nie jest spójne z ich wyobrażeniem o tej chorobie. U części osób objawy fizyczne bardzo silnie się objawiają poprzez smutek, strach, czy przykrość. Mogą się także skarżyć na bezsenność, brak motywacji do wstania z łóżka. Niektórzy będą mieli problem ze wzmożonym apetytem, inni z jego zupełnym brakiem. Zazwyczaj bardzo spada także zainteresowanie seksualnością i libido. Całe ciało spowalnia i człowiek ma wrażenie, jakby poruszał się w smole. Jest to związane z wolniejszym tempem mówienia, ruchami i ogólnym obciążeniem organizmu. Opcjonalnie występują problemy ze skupieniem uwagi, z myśleniem kreatywnym i z pamięcią.

K.K: Co jest przyczyną zachorowań? Czy zawsze są to czynniki zewnętrzne, takie jak rozwód rodziców (w przypadku dzieci lub nastolatków) lub gorsza sytuacja życiowa, czy może jest to uwarunkowane genetycznie?

M.G: Współczesne ujęcie mówi, że jest wiele czynników, które działają jednocześnie. Na pewno istnieje predyspozycja genetyczna, która objawia się specyficznym przebiegiem procesów neurochemicznych w mózgu. Nie przesądza to z góry o chorobie, ale zwiększa ryzyko zachorowania pod wpływem określonych sytuacji. Drugą grupą czynników są sprawy związane z wychowaniem. Psychologowie poznawczy mówią o tym, że dziecko nabywa pewnych przekonań na temat siebie i otaczającego go świata w owym procesie. Niestety mogą mieć charakter negatywny i opierać się na myśleniu świat jest wrogi, zły. Cokolwiek bym nie zrobił, to i tak mi nie wyjdzie. Do tej grupy zaliczane są również czynniki środowiskowo-sytuacyjne. Jest jeszcze trzecia grupa czynników, nazywanych psychologicznymi. Również wynikają z procesu wychowania, ponieważ utrwalają się pewne wzorce postepowania: sposób postrzegania rzeczywistości, przetwarzania informacji, emocjonalnych reakcji na daną sytuację. One stanowią naszą konstytucję, czyli osobowość. Zestawienie ze sobą wszystkich czynników powoduje, że człowiek jest bardziej narażony na depresję.

A.N: Badania udowadniają, że jest to choroba silnie uwarunkowana biologicznie. U niektórych te predyspozycje nigdy nie ujawnią się w depresji, ponieważ nie spotkają się z sytuacją, która mogłaby spowodować chorobę. Na innych będą miały wpływ kryzysowe i trudne wydarzenia, skutkujące problemami z nastrojem. Jest też taki typ osób, u których depresja rozwinęła się z przyczyn czysto biologicznych.

K.K: Jakie typy osobowości są najbardziej podatne?

M.G: Na pewno bardziej predysponowane są osoby, które posiadają wysoką wrażliwość emocjonalną. Jest w głównej mierze warunkowana biologicznie.

J.S: Choroba może ujawnić się nagle, czy jednak muszą mieć na nią wpływ wyżej wymienione czynniki?

A.N: Jak najbardziej. Są osoby, które zachorowały, mimo że w ich życiu nie wydarzyło się nic szczególnego. U niektórych pojawiają się nawracające epizody depresji, zwykle jesienią i zimą, ponieważ mamy wtedy do czynienia z niedoborem światła i tym samym witaminy D3. U innych jest to kaskada doświadczeń.  Badania udowodniły, że jeżeli człowiek skumuluje w sobie dużo emocji i stresu, zwiększa się ryzyko zachorowania na zaburzenia nastroju. Mogą to być zmiany, które kojarzone są negatywnie (śmierć osoby bliskiej), ale też z pozoru pozytywnie (narodziny dziecka, ślub). 

J.S: W jaki sposób można uniknąć zachorowania?

A.N: U 50% osób z predyspozycją biologiczną choroba nigdy się nie ujawni. Nie ma metod, które zabezpieczałyby całkowicie przed zachorowaniem, nawet pomimo zachowanej profilaktyki. Bardzo dużo mówi się o higienie zdrowa psychicznego. Należy nabyć narzędzia, które pomogą regulować nastrój, rozwiązywać problemy, a także w zdrowy sposób do nich podchodzić. Ważna jest aktywność fizyczna i wszystko, co podbija dopaminę, czyli neurohormon odpowiedzialny za dobry nastrój, zadowolenie i energię. Jest nawet żart branżowy, który mówi, że najtańszym rodzajem terapii depresji jest codzienny, czterdziestominutowy  spacer. Ważna jest regulacja stresu, emocji oraz bycie w prawdziwie bliskich relacjach.

K.K: W Internecie można znaleźć różnego rodzaju testy typu: sprawdź, czy chorujesz na depresję, zaburzenia odżywiania, fobię społeczną. W jakim stopniu są to wiarygodne wyniki?

M.G: Przyznam szczerze, że nie zapoznaję się z takimi testami, ale uważam, że nie. Jeżeli mamy do czynienia ze standaryzowanym testem dopuszczonym do ogólnego użytku, to jest on tylko badaniem przesiewowym. Może pokazywać pewne kierunki, ale nie jest diagnozą. Może być jedynie sygnałem, aby udać się do specjalisty. Z samodiagnozą należy bardzo uważać.

J.S: Dlaczego młodzi ludzie szukają pomocy właśnie w  Internecie, zamiast otwarcie porozmawiać z bliskimi o swoich problemach?

A.N: Żyjemy w czasach, w których mamy mniej bliskich, intymnych relacji. W związku z tym pojawia się tendencja do uzewnętrzniania się w mediach społecznościowych. To tam ludzie szukają wsparcia u nieznajomych.

K.K: Zauważyłam, że obecnie często myli się depresję ze zwyczajną chandrą. Jakie są tego przyczyny?

M.G: Nie ma jasnej odpowiedzi, ja jedynie mogę podzielić się swoimi przypuszczeniami. Otóż słowo depresja jest ostatnio nadużywane w społeczeństwie. Często ludzie w języku potocznym mówią miedzy sobą: A, wczoraj miałem depresję. Jest to wynik spopularyzowania problemu depresji w środowisku medialnym, tylko, że ma odwrotny skutek od zamierzonego. Ludzie zaczynają upraszczać i mówić o stanach przypominających chandrę jako depresji.

J.S: Ja również wiele razy spotkałam się ze sformułowaniem: „depresja jest teraz modna.” Czy może mieć to związek z mediami społecznościowymi lub osobami publicznymi (na przykład muzykami), którzy w swoich utworach coraz częściej nawiązują do tego tematu?

A.N: Wydaje mi się, że nie jest ona modna, jednak obecnie ludziom jest łatwiej mówić o chorowaniu. Osoby uważane społecznie za autorytety, ujawniają, że depresja jest im bliska, co pomaga przełamać tabu. Poza tym, istnieje wysoka korelacja pomiędzy predyspozycją do zachorowania a twórczością. Osoby te są wrażliwe, głęboko czujące. Zazwyczaj są to piosenkarze, pisarze, czy malarze. O depresji mówi się, że jest chorobą cywilizacyjną, więc to bardzo powszechne zjawisko powiązane w pewien sposób z naturą czasów, w których żyjemy.

J.S: Jak wygląda leczenie i przez jak długi okres czasu się je stosuje?

A.N: Są różne szkoły psychoterapii. Jedna z nich opiera się na terapii poznawczo-behawioralnej, a jej podstawowy program zajmuje od dwunastu do osiemnastu spotkań. Nie należy zapominać o leczeniu farmakologicznym, które jest bardzo potrzebne i trwa minimum pól roku od momentu uzyskania dobrego nastroju. Wcześniej leki przyjmuje się przez około cztery tygodnie. Zdarza się, że farmakoterapię trzeba przedłużyć ze względu na zbyt duże zmiany w układzie nerwowym. Istnieje też niewielki odsetek osób, które stosują ją przez całe życie, ponieważ ryzyko nawrotu choroby jest zbyt duże i wiąże się z próbami samobójczymi. Terapia pozwala tego uniknąć.

J.S: W jaki sposób działa leczenie farmakologiczne?

A.N: Stosuje się leki wychwytu zwrotnego serotoniny albo wychwytu zwrotnego noradrenaliny. Ich działanie polega na zagęszczeniu ilości serotoniny w szczelinach międzysynaptycznych, co prowadzi do sprawniejszego przebiegu impulsów nerwowych. Drugi model działania to wzmocnienie neurogenezy w mózgu. Tworzy się większa ilość komórek nerwowych co prowadzi do powstawania połączeń. Lekarstwa dają „napęd”, energię do działania. Usprawniają myślenie, koncentrację, pamięć i poprawiają nastrój.

J.S: Dlaczego więc w społeczeństwie krąży przeświadczenie, że mogą być także szkodliwe?

A.N: Ludzie często boją się leków psychiatrycznych, ponieważ wyobrażają sobie okropne skutki uboczne związane z ich przyjmowaniem. Przy dobrze dobranych lekach prawie ich nie ma. Może występować suchość w ustach, problem z koncentracją, z pamięcią. Czasami pojawiają się także zawroty głowy, czy problemy w funkcjonowaniu seksualnym.  Jest to przejściowe i wszystko wraca do normy po skończeniu terapii.

J.S: A jak wyglądają spotkania terapeutyczne?

A.N: Wszystko zależy od nurtu, w którym pracuje psychoterapeuta, od szkoły psychoterapii. W nurcie poznawczo-behawioralnym praca opiera się na ustaleniach „tu i teraz”. Tworzy się listę celów, które chce się osiągnąć z pacjentem. Z sesji na sesję mierzy się stopień, w jakim udało się je osiągnąć. Uczy się także różnych narzędzi, które pomagają pacjentom radzić sobie z objawami choroby lub całkowicie je wykluczyć.

J.S: Depresję da się całkowicie wyleczyć?

A.N: Tak, jest wiele osób, które przebyły epizod depresji i więcej nie chorowały.

J.S: Jeżeli osoba targnie się na swoje życie, to leczenie odbywa się w szpitalu psychiatrycznym?

A.N: Jeżeli ktoś podjął próbę samobójczą powinien koniecznie być pod obserwacją w szpitalu. Występuje wtedy duże ryzyko, że osoba ta ponownie targnie się na swoje życie i takie rozwiązanie jest po prostu bezpieczniejsze.

J.S: Czym wtedy różni się sposób leczenia od wcześniej wspomnianego?

A.N: Leczenie jest bardziej zintensyfikowane. Pacjent codziennie ma spotkania z psychoterapeutą. Uczęszcza też na różne grupy zajęciowe, warsztaty, natomiast leczenie farmakologiczne wygląda tak samo. 

K.K: Czego więc kategorycznie nie wolno robić/mówić, gdy podejrzewamy u kogoś depresję?

M.G: To wszystko zależy od wieku danej osoby. Człowiek dorosły sam decyduje o sobie: czy uda się do terapeuty, czy będzie chciał rozpocząć leczenie. Jeśli u niego dostrzegamy pewne objawy, to najlepiej jest powiedzieć, że jesteśmy zaniepokojeni. Nie lubię takich sformułowań: Musisz iść na terapię. Równie dobrze można by powiedzieć: Coś jest z tobą nie tak. Korzystniejszym rozwiązaniem jest zasygnalizowanie zmartwienia. Jako osoba bliska możemy zaoferować swoją pomoc, pokazać, że nie zostawimy w potrzebie. Ostateczna decyzja nie zależy od nas, natomiast przekażemy jasny i jednocześnie delikatny, subtelny komunikat. Natomiast w przypadku stanu ciężkiego chory nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować i musi być hospitalizowany. Należy więc zadzwonić po pomoc (do szpitala psychiatrycznego), ponieważ odpowiedzialność spada na barki najbliższych.

W przypadku osoby z lekkim stanem nie występują zaburzenia funkcjonowania: ona jest w stanie pójść do pracy, wykonać podstawowe czynności. Dominuje jednak obniżony nastrój przez minimum dwa tygodnie. Jest to głęboki smutek, poczucie beznadziejności, często towarzyszy także poczucie winy. Upośledza to funkcjonowanie w ten sposób, że człowiek musi się zmuszać do wszystkiego, jest rozkojarzony, zapomina bardzo wielu rzeczy lub nie ma energii.

K.K: A co w przypadku nastolatków, którzy nie osiągnęli jeszcze pełnoletności, a ich rodzice nie dostrzegają problemu?

M.G: Tu sprawa jest trudna, bo to właśnie rodzice decydują, czy ich dziecko podejmie się leczenia. Jeśli więc spostrzegamy, że coś się dzieje u naszego przyjaciela/przyjaciółki, to najlepiej zwrócić się z tym do nich. Z drugiej strony, nigdy nie wiadomo jak ci rodzice zareagują. Mimo wszystko nie powinno się zaczynać od osób trzecich, tylko zwrócić się bezpośrednio do prawnych opiekunów. Jeżeli to nie skutkuje, to dopiero wtedy poprosić kogoś dorosłego, najlepiej zaufaną osobę, która może mieć w miarę możliwości najbliższy kontakt z rodzicami i spróbuje im to powiedzieć z perspektywy osoby dorosłej, a nie nastoletniej.

J.S: W jaki sposób osoba niepełnoletnia powinna uświadomić rodziców o swoich problemach tak, by ich nie zbagatelizowali?

A.N: Dobrym sposobem byłoby zaproszenie do tej rozmowy kogoś dorosłego, kto będzie koalicjantem dla młodej osoby i jednocześnie autorytetem dla rodziców. Może to być nauczyciel, psycholog szkolny lub członek rodziny, który jest bardzo blisko z dzieckiem. Można też podsuwać rodzicom różne artykuły, czy książki, dzięki którym będą mogli dokładniej zapoznać się z istotą problemu.

J.S: Jak zachowywać się w obecności osoby chorej, aby czuła się swobodnie i komfortowo?

A.N: Należy być empatycznym, wrażliwym i starać się podążać za tą osobą i jej potrzebami. Może się jednak okazać, że ta empatia okaże się niewystarczająca. Wtedy trzeba dyrektywnie zarządzać i zacząć leczyć. U osób z depresją brak energii i napędu jest całkiem naturalny. Są przekonane, że leczenie nie ma najmniejszego sensu, ponieważ nic to w ich życiu nie zmieni. Powinniśmy balansować między „byciem obok” i trzymaniem za rękę a pokazywaniem jej, że rzeczywistość jest inna niż ta, którą sobie wyobraża. Musimy uświadomić, że wyjście z choroby jest możliwe jedynie po podjęciu odpowiednich działań.

Autorzy: Katarzyna Kurpiel i Julia Stec

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *