„Zawsze byłam dobra z matematyki. AWF traktowałam jako ostateczność.”-wywiad z trenerką personalną, Ewą Łabno.

Od kariery zawodniczej i śrubowania własnych rekordów do trenerki personalnej i wspierania innych w ich sportowych celach – z Ewą Łabno, byłą lekkoatletką, obecnie trenerką personalną oraz instruktorką fitness w Xtreme Fitness Gyms w Tarnowie, m.in. o tym jak zacząć trenować innych ludzi, czy doświadczenie zawodnicze przekłada się na pracę trenera oraz o czym początkująca na siłowni osoba powinna pamiętać.

Twoja przygoda ze sportem zaczęła się od szkółki pływackiej i to na bardzo wczesnym etapie życia. Co sprawiło, że zamieniłaś basen na bieżnię lekkoatletyczną?

Do szkółki pływackiej, gdy byłam jeszcze w przedszkolu, zapisali mnie rodzice i było to w ramach nauki pływania. Bardzo to lubiłam. A później, kiedy poszłam już do szkoły podstawowej, nauczyciel od wf-u, pan Tomasz Żmuda dostrzegł mój talent do biegania, wyróżniałam się na tle klasy,  zaprowadził mnie do trenera na Unię Tarnów. Wtedy zaczęłam trenować lekkoatletykę, a na pływanie nie miałam już czasu. 

Z czasem zaczęłaś wyjeżdżać na obozy kadrowe, brać udział w zawodach. Co uważasz za swój największy sukces, jeśli chodzi o rywalizację na szczeblu klubowym?

Na pewno sam udział w Mistrzostwach Polski był dla mnie dużym wyróżnieniem. Wiadomo, że aby pojechać na Mistrzostwa Polski trzeba jakieś minimum osiągnąć. Niestety nigdy nie byłam na podium, najwyższe miejsce, jakie zajęłam to było miejsce 5. zarówno w skoku w dal, jak i w trójskoku. Poza tym każde pokonanie swojego życiowego wyniku było dla mnie ogromnym sukcesem. A sama przygoda z lekkoatletyką to była wielka przyjemność, mnóstwo fajnych osób wokół, wyjazdy na obozy były świetne też tak towarzysko, ale z tyłu głowy zawsze trzeba było mieć przygotowanie do zawodów. Moja przygoda z lekkoatletyką skończyła się jakoś na drugim roku studiów.

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez EWA LABNO (@ewa_labno)

Jesteś absolwentką Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Studiowałaś na kierunku Inżynieria środowiska. Skąd taki pomysł? Nie miałaś w głowie bardziej sportowego scenariusza, np. pójścia na AWF?

Zawsze byłam dobra z matematyki, fizyki oraz chemii. Taki umysł ścisły. W mojej rodzinie wszyscy zawsze doradzali mi, bym poszła na inżyniera, bo będę wtedy mieć porządną, stabilną pracę. Za moich czasów bycie trenerem personalnym, czy instruktorem fitness nie było zbyt popularne. AWF traktowałam jako ostateczność, dodatkową opcję na wypadek, gdybym się nigdzie nie dostała. Do sportu podchodziłam wtedy bardziej hobbistycznie i dopiero w trakcie studiów zrozumiałam, że to jest to, co chcę robić. Same studia za bardzo mi się nie podobały, ale skończyłam je, żeby mieć papierek, a postanowiłam spróbować swoich sił w sporcie.

Jaką drogę trzeba przejść, by zostać trenerem personalnym? Ile czasu potrzeba, by uzyskać potrzebną wiedzę?

Obecnie trener personalny to wolny zawód. Nie trzeba mieć tak naprawdę żadnych uprawnień, to czy chodzisz na szkolenia, edukujesz się, by być lepszym, to jest tylko Twoja sprawa. Nikt tego nie będzie sprawdzał, chyba że w siłowni, w której chcesz pracować, wymagają, żeby mieć ukończone kursy, więc tak na dobrą sprawę można zrobić jeden kurs na trenera personalnego i być sobie takim zwykłym trenerem, który współpracuje z innymi ludźmi. Nie ma wielkich wymogów, natomiast taki porządny trener powinien co roku uczęszczać na jakieś kursy doszkalające, gdyż ta dziedzina bardzo ewoluuje. Dużo się zmienia, pojawiają się coraz to nowsze badania naukowe i warto tę wiedzę sobie poszerzać i się dokształcać.

Jak bardzo w tej drodze pomagała Ci lekkoatletyka, ta styczność ze sportem, treningiem i rywalizacją? A jak w obecnej pracy wykorzystujesz to doświadczenie oraz umiejętności?

Na pewno dzięki temu, że byłam zawodniczką, wiem jak to jest od tej strony klienta. Wiem, co to znaczy jak ktoś nie da rady zrobić jakiegoś ćwiczenia, wyobrażam sobie co musi siedzieć w jego głowie, bo sama przez to przechodziłam. Wiem też jakich technik mam wtedy użyć, by kogoś zdopingować. A jeśli chodzi o pracę ze zwykłym klientem, przeciętnym Kowalskim, który nie idzie w sport, wygląda to trochę inaczej. Jest to inne zacięcie, trening jest po prostu dla takiej osoby czymś dodatkowym, do czego przeważnie się zmusza, a nie robi tego z pasji. Inna sprawa, że mam świadomość, jaki trzeba przejść proces, żeby osiągnąć dany cel sportowy, wiem, że to wymaga czasu, odpowiedniego planu treningowego i dużo pracy. Natomiast technika wykonywanych ćwiczeń to już wiedza z kursów.

Można zatem powiedzieć, że Twoją misją jest pomoc ludziom w osiągnięciu sportowych, sylwetkowych celów. Z pewnością na brak zainteresowania nawiązaniem współpracy ze strony osób chętnych nie narzekasz, wobec tego jak udaje Ci się znaleźć czas na własne treningi? Masz ustalony jakiś plan treningowy, którego się trzymasz?

Tak, mam plan treningowy od Wojciecha Jusiela. To jest pan z Wrocławia, do którego jeździłam na szkolenia. Teraz już rzadziej, bo jednak Wrocław jest dość daleko, ale bardzo lubię szkolenia z jego akademii – Akademia Treningu Siłowego. Nie jest lekko, ponieważ miałam rozpisane plany na pięć, a nawet sześć jednostek treningowych w tygodniu. Przez chwilę dawałam radę, ale aktualnie nie jestem w stanie aż tak dużo trenować. Teraz robię cztery jednostki, czasem zdarza się mniej, gdy mam bardzo dużo pracy. Kiedy tylko mam jakąś lukę, to staram się w tej luce ćwiczyć, ale przyznam, że nieraz jest tak, że jestem wyczerpana treningami z podopiecznymi, tym, że nie dosypiam i ciężko jest utrzymać wtedy dobry performance. Niemniej jednak, gdy tylko znajduję chwilę, to staram się trenować, czy to w weekend, czy to w inny dzień, tak by zachować tę liczbę trzech – czterech jednostek tygodniowo.

To są treningi tylko na siłowni, czy dorzucasz też bieganie?

Nie, tylko siłownia. W lecie czasem łapię zajawkę, żeby pójść na stadion lekkoatletyczny i sobie pobiegać. Wtedy przez tydzień nie mogę chodzić, bo to jest już całkowicie inny trening. Teraz już nie biegam tyle, co kiedyś. Skupiam się bardziej na treningu siłowym, mobility oraz zajęciach fitness.

Oprócz treningów indywidualnych, jesteś także instruktorką fitness. Podczas zajęć zorganizowanych sprawujesz pieczę nad dość sporą grupą osób, podczas gdy trening personalny to skupienie stu procent uwagi na jednej osobie. Zastanawiam się co sprawia Ci większą trudność.

Wydaje mi się, że zajęcia fitness są o tyle łatwiejsze, że układasz sobie swój plan na zajęcia. Wiadomo, trzeba wziąć pod uwagę, że mogą tam być osoby mniej lub bardziej zaawansowane i jak widzisz, że ktoś sobie z czymś nie radzi, to wymyślasz dla niego ćwiczenie alternatywne. Jest to bardzo okrojone i łatwe w przygotowaniu. Natomiast w treningu indywidualnym, plan treningowy trzeba opracować na dłuższy okres, musisz wziąć pod uwagę wszystkie problemy twojego klienta, np. wady postawy, ograniczenia w mobilności i starasz się go naprawić i mu pomóc. Poświęcasz maksymalnie dużą uwagę tej osobie, więc jest to o wiele trudniejsze. To też zależy, bo czasem trafia się klient, który pojmuje wszystko od tak, wtedy tylko korygujesz ewentualne małe błędy, a czasem zdarza się taka osoba, z którą trening wymaga większego skupienia ze strony trenera.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez EWA LABNO (@ewa_labno)

Czy jest jakiś sport, którego nigdy nie próbowałaś, a bardzo byś chciała?

Nie wiem czy mogę to nazwać sportem, ale ja zawsze chciałam tańczyć. Jakiś hip-hop i takie rzeczy. Nic innego nie przychodzi mi do głowy.

 A jakiś sport drużynowy?

Drużynowy raczej nie, zawsze byłam indywidualna.

 Jakie jest Twoje największe marzenie zawodowe? Gdzie widzisz się za 10 lat?

Moim największym marzeniem byłoby otworzenie własnego studia treningowego, w którym mogłabym prowadzić zarówno treningi indywidualne, jak i grupowe. Być może poszłabym też w stronę szkoleń, żeby zająć się edukowaniem innych, ale to wymaga już bardzo rozległej wiedzy.

Na koniec, jakich rad udzieliłabyś osobom, które chciałyby zacząć ćwiczyć na siłowni, ale nie bardzo wiedzą jak, nie mają pojęcia o trenowaniu, nigdy wcześniej nie miały styczności ze sportem. Od czego powinny zacząć?

Na pewno powinny zacząć od lekcji z trenerem. Często jest tak, że ludzie przychodzą na siłownię i zaczynają od zajęć fitness, a dopiero później decydują się na zasięgnięcie porady u kompetentnej osoby. Powinno się wziąć nawet te 10-15 lekcji z trenerem, żeby pokazał ci technikę, nauczył podstaw, a potem dopiero na zajęcia, bo fitness to różne ewolucje, podskoki, a ludzie nie wiedzą nawet, że wykonują poszczególne ćwiczenia niepoprawnie i potem dziwią się, że bolą ich kolana, biodra, lędźwia i tak dalej. Ewentualnie, jeśli ktoś nie ma możliwości podjąć współpracy z trenerem, to dobrze jest zacząć od bardzo lekkich zajęć, typu pilates, stretching, zdrowy kręgosłup po to, żeby po prostu zacząć się ruszać. Do tego można wprowadzić jakieś ćwiczenia wydolnościowe, chociażby na bieżni, żeby przygotować swój organizm i dopiero potem zabierać się za coś mocniejszego i bardziej dynamicznego.


Autor: Gabriela Koziara

Zdjęcie: archiwum prywatne

Gabriela Koziara

Pasjonatka sportu, w szczególności biegów narciarskich oraz piłki nożnej. Od dziecka wierna fanka Justyny Kowalczyk. Od kilku lat dumna kibicka Bruk-Bet Termaliki Nieciecza. :) Sportowiec amator.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *